Magazyn Powiatowy Nasze imprezy Nasze konkursy Nasz patronat Obwieszczenia Praca Przetargi
 
Redakcja Prenumerata Biuro ogłoszeń Cennik ogłoszeń Napisz do nas Promocja Miss Lata 2010 Miss & Mister Partnerzy
 
5 wrze�nia 2010r, imieniny: Doroty, Justyna, Wawrzyńca
 
"Szacunek dla każdego człowieka, to moja główna maksyma", mówi burmistrza Ciechanowca Mirosław Reczko, Samorządowiec Roku 2007 powiatu wysokomazowieckiego w Plebiscycie "Kontaktów"
Burmistrz na kajaku
Z zawodu jest nauczycielem. Był dyrektorem gimnazjum, a przed przyjściem do Urzędu Miasta nauczycielem języka angielskiego.
Po ponad roku burmistrzowania Mirosław Reczko ocenia, że bilans jest pozytywny: wyremontowane drogi w gminie i ulice w mieście, modernizacja Ośrodka Animacji Kultury Wiejskiej w Winnej Poświętnej i świetlicy w Radziszewie Sieńczuchach, remont Szkoły Podstawowej w Ciechanowcu, nowe przystanki autobusowe we wsiach Przybyszyn, Tworkowice, Winna - Chroły i Radziszewo-Króle ( inwestycje w 2007 r. kosztowały 1800 tys. zł). OSP w Ciechanowcu otrzymała nowy wóz bojowy. Powstała społeczna szkoła muzyczna, drużyna piłkarska seniorów, latem odbyły się I Regaty Kajakowe o Puchar Burmistrza Ciechanowca, utworzone zostały dwa Kluby przedszkolaka (Łempice i Stare Radziszewo). Gmina Ciechanowiec za ubiegłoroczne starania w pozyskiwaniu unijnych pieniędzy zdobyła zaszczytny tytuł laureata "Europejska Gmina – Europejskie Miasto" w rankingu Ministerstwa Rozwoju Regionalnego i "Gazety Prawnej" .
Gdy był nauczycielem, założył Stowarzyszenie TuTor, które funduje stypendia najlepszym studentom. Działalność organizacji pozarządowych wzbogaca i ożywia społeczność. One budzą to, co w ludziach drzemie, ich pragnienia i dążenia. Trzeba tylko zachęcić", uważa. Marzy, aby w Ciechanowcu powstała pod auspicjami organizacji pozarządowej szkoła językowa.
Mirosław Reczko z żoną, synem (10 lat) i córką (8lat) mieszka w Kozarzach nad rzeką. Jego hobby to kajakarstwo. Wstaje o szóstej rano, dosiada canoe i.. pływa. Tak jest od wczesnej wiosny do później jesieni. W tym roku pływał już kilka razy. Nie narzeka na zimno. Ten sport daje energię.
(m)
 
Głos na wagę uznania
W czasie uroczystego podsumowania Plebiscytu, wybrani głosami Czytelników "Kontaktów" najlepsi samorządowcy po roku kadencji, uhonorowani zostali zaszczytnymi tytułami i statuetkami (na zdjęciu).
Samorządowcem Roku 2007 zostali: Alicja Gołaszewska (radna miejska Łomży, o której piszemy na st. 11), Krzysztof Kozicki (starosta Łomżyński, piszemy o nim na str.8), Robert Ziemkiewicz (wójt gminy Radziłów) oraz Józef Dąbrowski (przewodniczący rady powiatu zambrowskiego, prezentujemy go na str.16).
Samorządowcami Roku 2007 powiatu łomżyńskiego są: Krzysztof Kozicki (piszemy o nim na str. 8) , Edward Łada (wójt gminy Piątnica), Ewa Mańko (radna miejska Jedwabnego), Wojciech Kubrak (radny powiatu łomżyńskiego) oraz Krzysztof Moenke (burmistrz Jedwabnego).
Samorządowcami Roku 2007 powiatu grajewskiego są: Robert Ziemkiewicz, Krzysztof Korzeniecki (radny gminy Wąsosz), Krzysztof Milewski (radny powiatu grajewskiego).v Samorządowcami Roku 2007 powiatu kolneńskiego są: Marek Waszkiewicz (burmistrz Stawisk), Andrzej Duda (burmistrz Kolna), Henryk Duda (starosta powiatu kolneńskiego, mówi o sobie na str. 10) oraz Abdulwahab Al-Murtatha (radny powiatu kolneńskiego).
Samorządowcami Roku 2007 powiatu wysokomazowieckiego są: Eugeniusz Święcki (radny miejski Ciechanowca), Mirosław Reczko (burmistrz Ciechanowca), Jarosław Siekierko (burmistrz Wysokiego Mazowieckiego).
Samorządowcami Roku 2007 powiatu zambrowskiego są: Józef Dąbrowski), Stanisław Rykaczewski (starosta powiatu zambrowskiego), Jan Ambroziak (radny gminy Szumowo).
Systematycznie prezentować będziemy w "Kontaktach" wszystkich laureatów naszego Plebiscytu
 
"Jestem marzycielem", mówi o sobie Abdulwahab Almurtatha z Lachowa, który zdobył tytuł samorządowca powiatu kolneńskiego 2007 roku w Plebiscycie "Kontaktów"
Nasz doktor
Jest Jemeńczykiem z Sany, stolicy kraju. Od dzieciństwa chciał być lekarzem, jak wujek i szwagier. Ojciec był sędzią, ale nie przekonywał syna do studiowania prawa. Rodzice zawsze szanowali zawodowe wybory dzieci. Jako szkolny prymus, Abdulwahab Almurtatha otrzymał stypendium naukowe na studia w Europie. Wybrał Polskę i Akademię Medyczną w Białymstoku. Przyjechał w roku 1983. Wtedy kojarzył nasz kraj z Janem Pawłem II i Lechem Wałęsą. Intensywny kurs języka polskiego, poznawanie obyczajów, kultury, historii i współczesności obcego kraju, oznaczały wielkie wyzwanie. Poznał białostoczankę Dorotę. Pobrali się. Po studiach zamierzali wyjechać do Jemenu. Plany przerwała wojna na Bliskim Wschodzie. Zostali w Polsce. W 1991 roku zamieszkali w Lachowie (gm. Kolno), co określa jako "wrzucenie do głębokiej wody". Natychmiast wzbudził naturalną ciekawość. Niektórzy przychodzili do ośrodka zdrowia tylko po to, żeby zobaczyć "czarnego doktora", chociaż wcale nie ma czarnej skóry. Szybko zdobył zaufanie i miano "naszego doktora", co przełożyło się także na powierzenie mu mandatu radnego. Trzecią kadencję jest w radzie powiatu. W czasie 25 lat życia w Polsce, zaledwie kilka razy odwiedził bliskich w Jemenie. Tęskni za ojczyzną (raz w tygodniu dzwoni do mamy), ale Polskę nazywa domem, bo tu są ci, których kocha. Jest ojcem Samiry (studentki zdrowia publicznego), licealistki Kamili i piątoklasisty Alana. Dzieci uczy "bycia przyzwoitym człowiekiem": odpowiedzialności, szacunku dla ludzi i pracy. Zachęca do zdobywania wiedzy, która otwiera świat. Luty w Jemenie to temperatura około 25 st. C, ale od początku lubi polską zimę, bo z natury jest... "chłodnolubem". Biegle zna polski (uważa go za bardzo trudny dla cudzoziemca nawet wobec jego ojczystego arabskiego), angielski i włoski, bo nauka języków obcych to przyjemność. Lubi piłkę nożną (założył w Lachowie drużynę LZS), interesuje się informatyką. "Jestem marzycielem", mówi. Marzy o Ziemi bez waśni, wojen, rasizmu, ksenofobii, oportunizmu. Chciałby, żeby na całym świecie znane było polskie porzekadło: "Gość w dom, Bóg w dom".
 
Józef Dąbrowski (54 lata) z Zambrowa, przewodniczący Rady Powiatu zambrowskiego, zdobył w Plebiscycie "Kontaktów" tytuł "Samorządowca Roku 2007"
Splendor bez "Fuksa"
Z wykształcenia technik ekonomista. Prowadzi w Zambrowie stolarnię, sklep wielobranżowy, handel samochodami. Jest strażakiem w Starym Laskowcu, wcześniej był w swojej rodzinnej wsi Koce Basie (gm. Ciechanowiec). OSP zakładał z kolegami ojciec Czesław Dąbrowski i był jej komendant 25 lat. "Ducha działalności społeczne wyniosłem z domu.", mówi Józef Dąbrowski. Jest blisko Caritasu i ośrodka "W drodze", prowadzonego przez ks. Adama Jabłońskiego. Był radnym Wojewódzkiej Rady Narodowej w Łomży. Od 1981 r. należy do PSL, wcześniej sekretarz, obecnie prezes Zarządu Powiatowego PSL w Zambrowie. Przewodniczący Dąbrowski na hobby prawie nie ma czasu. Interesuje się historią regionalną Zambrowa, Goniądza, Osowca. Lubi książki historyczne. Jest wielkim miłośnikiem koni. Zawsze były w jego rodzinnym domu. Ostatnio trzymał konia u kolegi pod Zambrowem i... do niego dojeżdżał. "Gdy "Fuks" z daleka zobaczył mój samochód, wjeżdżajacy na pastwisko, biegł do mnie galopem, a później kładł mi swoją głowę na ramiona i przytulał się, jak najwspanialsza kochanka", nie kryje uśmiechu Józef Dąbrowski. Niestey, musiał go sprzedać...
 
Radny miejski Eugeniusz Święcki (48 lat), dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Ciechanowcu i zdobył w Plebiscycie "Kontaktów" tytuł Samorządowca Roku 2007 Powiatu Wysokomazowieckiego
Z przypadku i rozpędu
"Nie jest łatwo, ale przyjemnie, bo pracuję dla szkoły i w szkole, której jestem absolwentem. Miałem okazję być przełożonym swoich nauczycieli i... swojej wychowawczyni", mówi dyrektor Zespołu Eugeniusz Święcki. Jest absolwentem Uniwersytetu w Białymstoku i studiów podyplomowych. Do ogólniaka w Ciechanowcu przyszedł w 1991 roku (wcześniej był nauczycielem i dyrektorem szkoły w Białych Szczepanowicach). W Liceum dwa lata uczył matematyki, pięć był wicedyrektorem, a następnie dyrektorem. W Radzie Ciechanowca pracuje drugą kadencję. "Trafiłem trochę przypadkowo. Namówili znajomi, którzy uważali, że powinien być reprezentant środowiska nauczycielskiego", mówi. A kierowany przez niego Zespół jest największą szkołą w powiecie wysokomazowieckim (982 uczniów). "Dzięki pracy w Radzie, zrobiliśmy z młodzieżą w byłej kotłowni węglowej w piwnicach internatu siłownię (110 m kw). Sprzęt i lustra, kupione z tzw. funduszu alkoholowego (45 tys. zł). Sportowe propozycje są najlepszą profilaktyką", uważa. W wakacje młodzież 70 uczniów wyjechało na obóz do Ostródy. Zmieniły się też ulice przy szkole: Szkolna i Wojska Polskiego. W drugą kadencję "wszedł" z rozpędu, bo już widać było efekty (na 15 radnych miał drugie miejsce pod względem ilości głosów). "Kieruję się prawdą i staram się obiektywnie oceniać sytuację. W Radzie nie interesują mnie układy i kombinacje. Podobnie jak w szkole przy wystawianiu ocen. Czasami uczniowi wydaje się, że ocena jest niesprawiedliwa i wtedy trzeba łagodzić konflikt. To sztuka kompromisu. Samorząd powinien skupiać fachowców, a nie polityków. Wtedy łatwiej o porozumienie", uważa. Radny Święcki planuje budowę hali sportowej, kortów i boiska oraz ocieplenie budynku szkoły i internatu. Ma już projekty. Poza tym naprawę dróg w gminie, "bo przecież tymi drogami dojeżdżają uczniowie". Żona dyrektora Grażyna prowadzi szkolną bibliotekę. Syn Adrian jest uczniem pierwszej klasy (profil politechniczny) ojcowskiego ogólniaka. Poza pracą z młodzieżą, dyrektor lubi podróże, ale na tę "miłość" brakuje mu czasu. Jak zdarzy się okazja, chętnie jedzie na szkolną wycieczkę z uczniami. W tym roku byli na Słowacji.
(m)
 
Robert Ziemkiewicz, wójt gminy Radziłów, Samorządowiec 2007 w Plebiscycie "Kontaktów"
Taki większy dom

Wójt Robert Ziemkiewicz na historycznym rynku w Radziłowie Komunia – I Komunia, mały Robert z bratem i rodzicami
Miał zbyt bujną wyobraźnię. Idąc z rodzinnego Karwowa do szkoły w Radziłowie, odwiedzał po drodze wszystkie ptasie gniazda i zaglądał do mysich norek. Tak go to pochłaniało, że nie miał głowy do lekcji. Był najmniejszy i najchudszy w klasie. Kończąc podstawówkę w 1985 roku, przy149 cm wzrostu, ważył zaledwie 37,5 kg! Za starszym bratem skończył Technikum Rolniczo - Łąkarskie w Wojewodzinie. W czasie nauki doszedł do wniosku, że zawód rolnika nie jest dla niego. Planował zostać nauczycielem. Przez 5 lat urósł prawie 30 cm i przybrał podwójnie na wadze. Ale nic w jego młodości nie przebiegało, jak u innych. Gdy przyszedł czas zdawania na studia, zachorował na dziecięcą chorobę szkarlatynę i wylądował w szpitalu! Po wyzdrowieniu stwierdził, że nauka kompletnie go nie interesuje, za to fascynują go dziewczyny! Oddawał się tej fascynacji aż do wezwania do wojska, które odsłużył w jednostce przeciwlotniczej na Wybrzeżu. W 1993 roku wrócił do domu i...zarejestrował się jako bezrobotny. Z prac interwencyjnych trafił do Urzędu Gminy w Radziłowie. Otrzymał polecenie nadzorowania innych pracowników, zatrudnionych do budowy chodników i sprzątania. Sprawdził się, po kilku miesiącach dostał stałą pracę w Urzędzie. Spoważniał. Skończył zaocznie policealne studium ekonomiczne, potem inżynierię sanitarną na Wydziale Budownictwa Politechniki Białostockiej. Ożenił się. "Gdy byłem mały, często słyszałem, jak tata opowiada o niesprawiedliwej władzy i złych urzędnikach. Nie rozumiałem jego kłopotów, ale czułem, jak wzbiera we mnie gniew. Wyobrażałem sobie, że gdybym ja rządził, byłbym sprawiedliwy. Przypomniałem sobie to, gdy sam popadłem w konflikt z jednym z urzędników. Przestałem być naiwny, otworzyły mi się oczy na urzędowe układy i układziki. Zauważyłem, że wielu ludzi w naszej gminie czuje się tak samo, jak przed laty mój ojciec", mówi Robert Ziemkiewicz. Stworzył wizję gminy, w której urzędnicy są dla ludzi, pieniądze publiczne wydawane są racjonalnie, a nie z myślą o reelekcji wójta, a wszystkie gminne instytucje są nastawione na pomaganie każdemu, komu pomoc jest potrzebna. Choć ludzie zapewniali go, że czekali na taki program, za pierwszym podejściem przegrał wybory na wójta. Ponowny start w przedterminowych wyborach wiosną 2007 roku przyniósł mu sukces. Po kilku miesiącach sprawowania urzędu przyznaje, że nie zawsze wszystko zależy od jednego człowieka. Ale zależy dużo! "Żeby gminna władza była zdrowa, wójt powinien mieć prawo wyboru tylko na dwie kadencje. Im bardzie poznaję sprawy naszej gminy po odejściu poprzednika, który rządził 16 lat, tym bardziej jestem o tym przekonany. Dwie kadencje to dosyć czasu, by pozostać we wdzięcznej pamięci ludzi. Perspektywa odejścia ze stołka mobilizuje do działania. Brak ograniczenia, to tworzenie układów i wydawanie publicznych pieniędzy z myślą o następnych wyborach, czyli nie zawsze mądrze", uważa wójt Ziemkiewicz. Przygotowując się do startu w wyborach na wójta, zainteresował się polityką (wstąpił do LPR). Ale szybko się wycofał. "Poznałem politykę od wewnątrz. Żadne ugrupowanie nie jest dla mnie tym wymarzonym i nigdy nie będzie. Nie lubię polityki. Każdy powinien znać miarę dla siebie i w każdym miejscu robić coś dobrego. Moim miejscem jest gmina, czyli ludzie, którzy sobie wzajemnie pomagają. Taki większy dom".
Maria Kaczyńska
 
Burmistrz Wysokiego Mazowieckiego Jarosław Siekierko (45 lat) zdobył w Plebiscycie "Kontaktów" tytuł Samorządowca Roku 2007 Powiatu Wysokomazowieckiego
"Czerwony" burmistrz ruszył dupsko

Burmistrz Jarosław Siekierko nad wyborczą ulotką
Prowadził hurtownię spożywczą u zbiegu ulic Szpitalnej i Wspólnej w Wysokiem Mazowieckiem. Rok 1998. Na Wspólnej budowany był kanał sanitarny. Obserwował, jak robotnicy 50 metrów kopali... dwa miesiące! Jarosław Siekierko, absolwent Akademii Rolniczo -Technicznej w Olsztynie (obecnie Uniwersytet Warmińsko Mazurski) miał za sobą pięć lat pracy w szkole i jednocześnie w fermie lisów, budowę hurtowni i domu. Nie mógł spokojnie patrzeć na robotę przy kanale. "Kierownik budowy moją interwencję skwitował krótko: "Odp... się Pan", pamięta Siekierko. Przed wyborami Komitet Samorządowy zaproponował mu kandydowanie na radnego. Do rady (20 osób) weszło 7 "samorządowców". Zawarli koalicję z PSL i SLD (po 2 radnych). Była przewaga. Na pierwszej sesji Jarosław Siekierko został burmistrzem (w 1998 r. burmistrz był wybierany przez radnych). "Słyszałem wtedy, że "czerwony burmistrz", bo koalicja z SLD, że za pół roku miasto padnie. Pomyślałem, zobaczymy. Nie patrzyłem na czerwone, zielone, czy czarne. Pracowałem. To była harówa", wspomina. "Harówą" nazywa zmianę mentalności pracowników. Choć był jednym z najmłodszych w urzędzie, konsekwentnie zabiegał, aby urzędnicy nie pracowali tak, jak tamci przy wykopach. Urząd służy ludziom, urzędnik żyje z podatników i każdy obywatel musi być załatwiany od ręki. I zmieniło się. "Wtedy miasto było zgazyfikowane w 50 proc., skanalizowane i zwodociągowane w około 30 proc., zaniedbane szkoły, w centrum straszył budynek niedoszłego internatu, zniszczone drogi i chodniki. Trzeba było ruszyć dupsko, szukać pieniędzy i budować". Minęła pierwsza kadencja. Wiedział, czego ludzie oczekują. Na ulotce wypisał, co chce zrobić. W wyborach bezpośrednich był jednym z trzech kandydatów. Wygrał w pierwszej turze! Cztery lata w szufladzie biurka trzymał swoją ulotkę, pracował i ... odkreślał, które z wyborczych obietnic wykonał. Gazyfikacja i wodociągi są w stu procentach, kanalizacja w ponad 90 proc., jest basen, wyremontowana szkoła, nowe drogi. Od czterech właścicieli miasto przejęło straszące 17 lat ruiny internatu i zbudowało piękne mieszkania. Przed ostatnimi wyborami znów na ulotce nakreślił sobie zadania. Nikt nie ośmielił się rywalizować z Siekierką. Głosowało na niego ponad 86 proc. mieszkańców Wysokiego Mazowieckiego, którzy poszli do urn. Zagląda do szuflady z ulotką, na której odkreśla wykonane zdania. Jest projekt dokumentacji na salę kinowo-widowiskową. Przebudowa ratusza na finiszu, trwają remonty budynków komunalnych, są fundamenty pod budynek socjalny. Do skończenia budowa kanalizacji w mieście. Żona burmistrza, też absolwentka olsztyńskiej uczelni, prowadzi po mężu hurtownię. Ich trzej synowie uczą się: Łukasz studiuje prawo na Uniwersytecie w Białymstoku, Piotr jest w LO w Wysokiem Mazowieckiem (w byłej szkole ojca), Przemek w piątej klasie Szkoły Podstawowej. Siekierkowie wypoczywają dwa razy w roku zawsze z synami: latem najczęściej w Egipcie, a zimą tydzień na nartach w polskich górach. Inne wolne chwile spędzają na działce w Brzóskach Trzecińskich. "To fizyczny odpoczynek, bo ... budujemy dom", mówi burmistrz. Pamięta maksymę, powtarzaną przez teścia: "Jak ktoś rzuci w ciebie kamieniem, ty oddaj chlebem". "Staram się właśnie tak żyć i zawsze dostrzegać człowieka. Dobrze się pracuje w urzędzie i z Radą, w której do dziś jest Zbyszek Kaczanowicz z SLD. Cieszy wdzięczność mieszkańców. I mobilizuje. Więc trzeba nadal budować".
Irena Wrzos
 
"Rób coś dla miejsca, w którym żyjesz", brzmi zasada burmistrza Kolna Andrzeja Dudy, który zdobył tytuł samorządowca Powiatu Kolneńskiego w Plebiscycie "Kontaktów"
W locie
Chciał być pilotem. Pierwsze "wielkie" podniebne wyprawy odbywał z latawcami, co wkrótce przekształciło się w wielką pasję modelarską. Budował szybowce "Feniks" oraz "Iskra", dwupłatowce z silnikiem. W liceum zainteresował się elektroniką i takie studia wybrał (jest absolwentem Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie). Pracował w Telekomunikacji Polskiej. "Przygodę z samorządem" zaczął w 1998 roku jako radny powiatowy. Po 1989 r. nie chciał "stać z boku i krytykować". Potem był starostą kolneńskim, w przedostatniej kadencji ponownie radnym powiatowym. W 2006 roku mieszkańcy Kolna wybrali go na burmistrza. Uważa, że opozycja wszędzie jest potrzebna, bo bez niej łatwo o błędy, ale powinna być twórcza, nie dla samej opozycji. "Rób coś dla miejsca, w którym żyjesz", to jego maksyma. Postanowił "obudzić" rodzinne Kolno, które latami nie wykorzystywało położenia przy ruchliwej drodze krajowej na Mazury i legendy o Janie z Kolna, prawdziwym odkrywcy Ameryki, nie zdobywało terenów pod inwestycje, a tym samym szansy rozwoju. W "pobudce" ważna rola przypada miejskim urzędnikom, którym Andrzej Duda wyznaczył standardy, sprowadzające się do stwierdzenia, że ich praca jest służbą społeczną. Uważa się za szczęściarza. Ma pracę, którą kocha i wspaniałą rodzinę. Żona Bożena jest dyrektorem Szkoły Podstawowej w Janowie (gm. Kolno), córka Magda studiuje w Wyższej Szkole Handlu i Prawa, a syn Artur w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Burmistrz Andrzej Duda najlepiej wypoczywa w lesie, nad wodą i w domku na swojej działce w Gietkach. Jest wędkarzem i myśliwym (być może odziedziczył "to coś" po dziadku Ludwiku z Turośli, wyborowym strzelcu, legioniście marszałka Józefa Piłsudskiego) oraz właścicielem Apisa, gończego polskiego. W roku 2005 Apis pokonał konkurencję na międzynarodowej wystawie psów rasowych w Białymstoku. Jest również zwycięzcą kilku konkursów tropowców i dzikarzy. Mija trzeci miesiąc, odkąd rzucił papierosy. "Wszyscy powinniśmy zmieniać siebie i życie na lepsze", mówi.
 
Radny Jan Ambroziak (70 lat) z Łętownicy zdobył w Plebiscycie "Kontaktów" tytuł Samorządowca Roku 2007 Powiatu Zambrowskiego
Trzy warsztaty
Klaśnie dwa razy w ręce albo zawoła "halo, halo" i Burza, Kapry oraz Empatia, galopem biegną do niego z końca pastwiska. "Od urodzenia nie było dnia w moim życiu bez konia. To moja największa rozrywka. Sam je ułożyłem", mówi Jan Ambroziak z Łętownicy (gm. Szumowo). Najbardziej ułożona jest Burza, która chodzi w bryczce i sankach. Jan Ambroziak mówi o sobie, że jest człowiekiem dwóch "warsztatów": nauczyciel i rolnik (ma 30 ha wydzierżawione). Trzy lata (1955 – 1958) dojeżdżał koniem z Łętownicy do wsi Goski Pełki (26 km), gdzie był nauczycielem. Potem 36 lat uczył w Łętownicy i był dyrektorem miejscowej szkoły. Bywały czasy, że uczyło się w niej 126 uczniów. Były dyrektor z sentymentem wspomina drewniany budynek szkoły z 1920 roku, w której uczył się jego ojciec, a potem on z bratem Radzisławem (jest znanym i bardzo lubianym w Łomży i diecezji łomżyńskiej księdzem). W wojnę w szkole był szpital polowy. Potem "sypała" się z wiekiem i w latach 80. Łętownicy groziła likwidacja . Nowy budynek powstał w półtora roku! "Wszystkim zależało na szkole, sami przychodzili do pomocy, nikt nikogo nie wołał i nie pilnował", wspomina były dyrektor Ambroziak. Jest jeszcze trzeci "warsztat". Jan Ambroziak dziesiątą kadencję jest radnym gminnym. Przez 40 lat tylko raz opuścił sesję rady! "W wyborach zawsze mam kontrkandydata, ale wybierają mnie. Mówią, że jestem skuteczny", żartuje. Ale ten żart jest prawdą. Jest wielkim społecznikiem, nie liczy własnego czasu przy staraniach i pracach dla wsi. Najpierw zabiegał o telefonizację, bo tylko on, jako dyrektor szkoły, miał we wsi telefon. Potem były wodociągi, drogi, budowa pomnika ku czci poległym w czasie II wojny na polach Łętownicy i Andrzejewa, trzy lata temu nowoczesny most na szwedzkiej licencji. Teraz myśli o rozbudowie strażnicy w Łętownicy i budowie gminnej obwodnicy. Przekonuje, że będzie to ekonomiczne rozwiązanie, bo szkolny autobus jechałby z Szumowa do Srebrnej, Łętownicy, Srebrnego Borku i przez Ostrożne wracał do Szumowa. Brakuje 112 m asfaltu. Zostanie położony w tym roku. "Tatuś zginął w obozie. Mamusia została z dwoma synami, nie wyszła drugi raz za mąż. We wsi wszyscy nam pomagali i wszyscy są dla mnie jak rodzina. Tu chciałbym zostawić coś po sobie. Kieruję się maksymą: "Gdybym wiedział, że jutro umrę, jeszcze dziś sadziłbym kwiaty", powiedział Jan Ambroziak.
(m)
 
Starosta zambrowski Stanisław Rykaczewski (41 lat) zdobył w Plebiscycie "Kontaktów" tytuł Samorządowca Roku 2007 Powiatu Zambrowskiego
Bez przywilejów

Starosta Stanisław Rykaczewski
Absolwent Technikum Budowlanego w Łomży i Wydziału Budownictwa Politechniki Białostockiej. Budował w Zambrowie i Łomży (m.in. szpital). Gdy został starostą, buduje trochę inaczej. Cieszy go pierwsze w regionie boisko z nowoczesną nawierzchnią, budowa hali sportowej przy Zespole Szkół Ogólnokształcących w Zambrowie, na którą liceum czekało 60 lat, modernizacje ulic i dróg. Wyznaje zasadę, że dobry gospodarz nie wyzbywa się majątku. Przez rok nic nie sprzedał, choć właśnie stanął przed dylematem, co zrobić z budynkiem ośrodka zdrowia w Mroczkach. Od początku jest wykorzystywana tylko część. Starosta chciałby, aby szpital zambrowski osiągnął taki poziom, żeby mieszkańcy powiatu i miasta chcieli się w nim leczyć. W szpitalu w Zambrowie urodziły się jego trzy córki: Beata (III klasa gimnazjum), Emilka (I klasa gimnazjum) i Kasia (IV szkoły podstawowej). Wszystkie, po swojej mamie (żona starosty jest nauczycielką), są uzdolnione muzycznie. Beta skończyła klasę fortepianu w Państwowej Szkle Muzycznej I stopnia w Zambrowie, a Emilka i Kasia jeszcze uczą się w tej szkole. W domu wszystkie "dziewczyny" (także żona) zasiadają do pianina. Żywą maskotką wszystkich jest królica, choć przy zakupie miał być... królik! W domu Stanisław Rykaczewskiego, nawet dla męskiego rodzynka nie ma przywilejów. Jest podział obowiązków. Do niego należy sprzątanie łazienki. Od zawsze sam pierze i prasuje sobie koszule, do których krawaty dobiera żona. Co roku ubiera z córkami choinkę. Nie próbuje gotować. Uwielbia słodycze, jest absolutnym abstynentem (nawet nie zna smaku alkoholu), nie pali papierosów. Jeździ Skodą Fabią, interesuje się fotografią. Zdjęcia z rodzinnych uroczystości i wyjazdów cieszą wszystkich.
 
"Żeby być skutecznym w samorządzie, trzeba znać prawo i życie", mówi radny gminy Wąsosz Krzysztof Korzeniecki, który zajął drugie miejsce wśród samorządowców powiatu grajewskiego w Plebiscycie "Kontaktów"
Nie na pokaz

Krzysztof Korzeniecki z żoną Barbarą i córeczką Ewą
Pochodzi ze wsi Skaje (gm. Szczuczyn). Po maturze w Liceum Ogólnokształcącym w Szczuczynie zamiast iść do wojska, wstąpił do milicji. W 1986 roku rozpoczął służbę na posterunku w Wąsoszu. Sklepową w Ławsku była śliczna blondynka Barbara. Zaszedł raz, potem drugi i ...Barbara została jego żoną! Mają troje dzieci. Był komendantem posterunku w Wąsoszu, a po ukończeniu szkoły oficerskiej i wielu reorganizacjach policji, jest od 2000 roku w stopniu nadkomisarza oficerem dyżurnym w Komendzie Powiatowej Policji w Grajewie. Społecznie zaczął pracować wiele lat temu w Ochotniczej Straży Pożarnej oraz Gminnej Komisji ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. - Pożar to kataklizm dla rodziny, tak samo alkoholizm. Każdy alkoholik, skłoniony do leczenia, to wielka sprawa. Przez to zapobiegamy rozpadowi rodzin – mówi Krzysztof Korzeniecki. Gdy okazało się, że najmłodsza z trójki dzieci Ewa (ma 10 lat) nigdy nie będzie chodzić, musieli z żoną pokonać wiele problemów, by mogła normalnie uczyć się w szkole. Wyczuliło go to jeszcze bardziej na potrzeby innych. W 2006 roku wystartował w wyborach i został radnym Wąsosza. Jest przewodniczącym Komisji Gospodarczej. Chce zjednoczyć przedsiębiorców w gminnym Klubie Biznesu i razem upomnieć się o sprawną obsługę w Urzędzie Gminy. Zaproponował wójtowi zorganizowanie konkursu na najładniejszą posesję, żeby wsie były ładne, a ludzie dobrze się w nich czuli. Pierwsza edycja zakończyła się sukcesem! Jego marzeniem jest pogodzenie właścicieli dwóch kopalń żwiru koło Wąsosza i rozwiązanie problemu dróg dojazdowych do żwirowni. Chciałby, żeby wszystko, co robi gmina, było rzetelne i solidne, a nie na pokaz.
(MK)
 
"Dobry samorządowiec powinien budować", mówi Ewa Mańko z Jedwabnego, która zdobyła tytuł samorządowca powiatu łomżyńskiego w Plebiscycie "Kontaktów"
Budowanie
Pochodzi z Piątnicy (pow. łomżyński), z rodziny naznaczonej Syberią, Katyniem i Monte Cassino, o czym latami nie mogła głośno mówić. Od dzieciństwa chciała być nauczycielką, a w klasie maturalnej pojawiła się medycyna. Zabrakło kilka punktów. Ojciec miał wybierać między zapisaniem się do PZPR a indeksem córki na medycynę. Zdecydował i Ewa Mańko jest... absolwentką Wydziału Matematyczno - Przyrodniczego ówczesnej Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku. Od 1984 do 2007 roku była dyrektorem Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Jedwabnem (przeszła na emeryturę, nie rozstając się z zawodem). Uczyła chemii, ale przede wszystkim czuła się wychowawcą. Zainicjowała Zlot Pamięci Września w Wiźnie, latami porządkowała z uczniami miejsca pamięci narodowej, nie dzieląc zbiorowych mogił na "polskie" i "obce". Gdy w Polsce wybuchła "sprawa Jedwabnego", ściągnęła na siebie wrogość miasteczka, które wypomniało jej "uczenie tolerancji nie we właściwą stronę" przez opiekowanie się zbiorową mogiłą spalonych w stodole Żydów. Nie przestraszyła się, nie dała się wciągnąć w dyskusje na krzyk. Radną jest po raz pierwszy. "Dobry samorządowiec powinien budować", mówi Ewa Mańko, także prezes Oddziału Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej w Jedwabnem. Po roku doświadczeń w Radzie Miejskiej przyznaje, że, niestety, jedności w samorządzie Jedwabnego nie ma. Od lat bliskim, przyjaciołom i znajomym wysyła wykonane własnoręcznie kartki świąteczne. Ostatnio zajmuje się opracowywaniem rodzinnego archiwum. Jej życiowa zasada, którą wpoiła synowi, brzmi: "Żyć tak, aby móc spojrzeć ludziom prosto w oczy". W ubiegłym roku Ewa Mańko otrzymała nominację do tytułu Kobieta 2007 w Plebiscycie "Kontaktów".
Copyright © Kontakty / Webmaster _duszek