Magazyn Powiatowy Nasze imprezy Nasze konkursy Nasz patronat Obwieszczenia Praca Przetargi
 
Redakcja Prenumerata Biuro ogłoszeń Cennik ogłoszeń Napisz do nas Promocja Miss Lata 2010 Miss & Mister Partnerzy
 
5 wrze�nia 2010r, imieniny: Doroty, Justyna, Wawrzyńca
 
02.09.2010r.
Żywot w podkowie

Teresa Bart, której w pamięc wryła się wydrapana na parapecie rymowanka
"Tu leżałem z tą myślą, kiedy nadejdzie ta chwila, że odetchnę powietrzem cywila". Żołnierską rymowankę, wypisaną ponad pół wieku temu na parapecie wojskowego szpitala w Zambrowie Teresa Bart pamięta do dzisiaj. Od 1956 r. mieszka w "podkowie", czyli w pokoszarowym budynku po szpitalu, zbudowanym w 1889 roku przez wojsko carskie. Napis z parapetu wrył się w pamięć.
Teresa Sobieralska pamięta, jak z "podkowy" wyprowadzało się wojsko. "Na jednym skrzydle były wspólne ubikacje i zbiorowe łazienki. Wszyscy się znali", wspomina Cecylia Raducha. "Chciałam rozpalić ogień, a w piecu.... była amunicja", to początek życia w koszarach Janiny Kaczyńskiej (l. 83).
Lucyna Pecka w dzieciństwie spała na żelaznym poszpitalnym łóżku. Mieszkanie w "podkowie" dostał jej ojciec Lucjan Gawrychowski (pracował w jednostce). "Zjeżdżaliśmy sankami z trupiarni, czyli z piwnicy, która była szpitalną kostnicą", opowiada Lucyna Pecka.
Każdy z koszarowych budynków w Zambrowie ma swój życiorys. To bloki wyjątkowe. "Chcieliśmy pokazać ważność tych budynków, zainteresowaliśmy nimi młodzież i rozbudziliśmy zapał do odkrywania historii", powiedziała nauczycielka Zespołu Szkół nr 1 w Zambrowie Bogusława Wiśniewska. Jest autorką projektu "Mieszkam w bloku wyjątkowym", na którego realizację młodzież otrzymała 5,5 tys. euro. Zambrowscy uczniowie pod kierunkiem Wiśniewskiej i Krzysztofa Boruca odtwarzali historię koszar. Tworzą ścieżkę historyczną, folder, makietę zespołu koszarowego. Na 25. budynkach w wakacje pojawiły się tablice z krótką historią. Jedna z ostatnich zawisła na "podkowie".
 
19.08.2010r.
Izba Gosiewskiego

Matka Przemysława Jadwiga Gosiewska
Rodzice posła Prawa i Sprawiedliwości Przemysława Gosiewskiego, który zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, chcę w swoim domu w Kołakach Kościelnych zgromadzić pamiątki po synu i utworzyć Izbę Pamięci.
Przemysław Edgard Gosiewski (46 lat) był posłem na Sejm, przewodniczącym klubu parlamentarnego PiS, ministrem i wicepremierem (od 8 maja do 16 listopada 2007 r.) w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.
Jedynym synem Jadwigi i Jana Gosiewskich. Ojciec posła zamówił portret syna naturalnych rozmiarów, który będzie oprawiony w złote ramy. Jego mama zaczęła spisywać o nim wspomnienia. Planuje wydać książkę w pierwszą rocznicę jego śmierci, 10 kwietnia 2011 roku. Rodzice Izbę Pamięci chcą otworzyć 10 października. Będą w niej fotografie, książki, pamiątki darowane przez wyborców i przyjaciół, wspomnienia, nuty, bo Przemysław grał na pianinie.
Przemysław Gosiewski z pierwszą żoną Małgorzatą miał syna Eryka, a z drugą żoną Beatą córkę Kingę (10 lat) i syna Miłosza (9 lat). Mieszkał w Kielcach i Warszawie. Z gminy Kołaki Kościelne pochodzi jego ojciec.
 
05.08.2010r.
Porządki przed kościołem
Za tydzień, 15 sierpnia, w parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kołakach Kościelnych odpust. Na przyjezdnych gości czeka przed kościołem 60 miejsc parkingowych (30 nowych) i trwają ostatnie prace porządkowe przy stworzonym w centrum miejscu rekreacji. Andrzej Dworakowski i Wojciech Zakrzewski (na zdjęciu z taczką) nawożą ziemię i sieją trawę.
 
02.06.2010r.
Szkoła zza krat

O szczęściu mówił skazanym ks. Waldemar Świątkowski
Wykład studentów Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Bogdana Jańskiego z Łomży w Zakładzie Karnym w Czerwonym Borze zainaugurował zajęcia w ramach projektu "Szkoła zza krat". Rozważania studentów dotyczyły filozofii komunikacji. To tylko wstęp do cyklu wykładów poświęconych klasykom filozofii, ich teoriom i szukania ich odnośników we współczesności.
Bogusława Dąbrowska i Marek Gierałtowski porównywali koncepcje Arystotelesa, Platona i Sokratesa. Odpowiedzi na pytanie, czy zły człowiek może być szczęśliwy, a dobry nieszczęśliwy, pomagali szukać ksiądz Waldemar Świątkowski i Emilia Zajkowska.
"Pomysł prezentowania osadzonym klasyków filozofii i szukania ich teorii we współczesności są śmiałe, ale studenci potrafili znaleźć sposoby, by przykuć ich uwagę. Spotkanie było bardzo ważne, bo uczyło i dało możliwość kontaktu z ludźmi spoza krat", ocenia kierownik Działu Penitencjarnego mjr Krzysztof Milewski.
 
13.05.2010r.
Zaufani

Gospodarz uroczystości, wójt gminy Kołaki Kościelne Barbara Wasiulewska
"Strażacy należą do grup zawodowych, cieszących się najwyższym zaufaniem społeczeństwa. Ufa im ponad 86 proc. Na ochotników i druhów z państwowej straży mogą liczyć wszyscy nie tylko w czasie pożarów, ale także przy klęskach żywiołowych, wypadkach, uroczystościach", mówił ks. infułat Jan Sołowianiuk w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Kołakach Kościelnych, w czasie powiatowych obchodów Dnia Strażaka.
Uroczystości zbiegły się z 85 rocznicą powołania kołackiej OSP. W urodzinowym prezencie otrzymała sztandar oraz Złoty Medal za Zasługi dla Pożarnictwa, przyznany przez Zarządu Głównego Związku OSP RP.
W czasie uroczystości "Złotym Krzyżem Zasługi" uhonorowani zostali Ryszard Kołakowski i Zenon Szeligowski, a "Brązowym Krzyżem Zasługi" Marek Komorowski. Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji nadał "Srebrną Odznakę Zasłużony dla Ochrony Przeciwpożarowej" wójt gminy Barbarze Wasiulewskiej, Wiesławowi Leoniakowi, Mirosławowi Jasionowskiemu, Januszowi Tomaszewskiemu, Tadeuszowi Baczewskiemu i Krzysztofowi Podbielskimu. Prezydium Zarządu Wojewódzkiego Związku OSP nadało brązowe odznaki honorowe "Podlaski Krzyż Floriański" Barbarze Wasiulewskiej, Bogusławowi Zaniewskiemu i Władysławowi Polakowi.
W powiatowych obchodach uczestniczyli: wiceprezes Zarządu Oddziału Wojewódzkiego OSP RP generał Bogdan Kołakowski, posłowie Lech Kołakowski, Jacek Bogucki i Jarosław Zieliński, komendant PSP w Zambrowie st. bryg. Marek Bączyk, strażacy z powiatu i mieszkańcy Kołak Kościelnych.
 
29.04.2010r.
Igłą malowane

Józefa Elceser z najnowszą pracą
Sceny bliblijne, barwne pejzaże, portrety, kwiaty, martwa natura. Wszystko igłą "malowane". Wystawę prac siedmiu autorek z gminy Szumowo zorganizowała Powiatowa i Gminna Biblioteka Publiczna w Szumowie.
"To bardzo żmudna praca. W każde jedno oczko igła wchodzi najmniej dwa razy. Obrazy wyszywam od trzech lat. Mąż działkę kopie, a ja ... maluję", śmieje się Grażyna Mikołajczyk z Szumowa.
Pracowała w Zakładach Porcelitu Stołowego w Pruszkowie. Na emeryturę wróciła w rodzinne strony męża. Wyszywania nauczyła się od koleżanki. "Namalowała" około 30 obrazów. "Są śluby w rodzinie i inne uroczystości i nikt nie chce innego prezentu, jak wyszyty obraz", mówi pani Grażyna.
Józefa Elceser z Szumowa wyszła za mąż w wieku 18 lat. "Różnie bywało i trzeba było dorobić do gospodarstwa. Wtedy chwyciłam za druty. Nie pamiętam, ile swetrów zrobiłam ludziom. W dzień zajmowałam się dziećmi i inwentarzem, pomagałam w polu, a w nocy ... druty", wspomina. Druty zamieniła na szydełko. Robiła koronkowe obrusy i serwety. A ostatnio zaczęła "malować" igłą obrazy. Mauczyła się sama. Jej robótki pojechały nawet do Belgii. Dzieci dorosłe, pracy mniej, a pani Józefa nadal wyszywa w nocy, bo... nie może doczekać się efektu, jak będzie wyglądała jej praca.
Wystawę "Igłą malowane", która w tym roku jest czwartą (po wystawie szopek, ceramiki i ozdób wielkanocnych) w Bibliotece, można oglądać do końca maja.
 
22.04.2010r.
Dwa razy 96 ofiar!

Uczniowie Miejskiego Gimnazjum nr 1 z przewodniczącym Rady Miasta Andrzejem Gniazdowskim i burmistrzem Kazimierzem Dąbrowskim
18 października 2009 roku przy ulicy Ofiar Katynia została odsłonięta Tablica Pamiątkowa i posadzono 96 dębów, poświęconych zamordowanym w Katyniu i Charkowie 96 oficerom Wojska Polskiego z Wołyńskiej Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii, 71 Pułku Piechoty i Mazowieckiej Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii im. gen. Józefa Bema w Zambrowie.
Pół roku później, 18 kwietnia 2010 roku, zebrani przy Tablicy oddawali cześć 96 zamordowanym 70 lat temu oficerom z Zambrowa i 96 ofiarom katastrofy spod Smoleńska, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 r. "Kto przypuszczał, że uroczystość będzie miała jeszcze jednego zbiorowego bohatera. 96 ofiar katastrofy samolotowej, to też ofiary Katynia. Cześć ich pamięci", mówił prowadzący uroczystość Dariusz Grabowski.
"Katyń był najtragiczniejszą stacją dla polskich oficerów, duchownych, urzędników, policjantów, funkcjonariuszy straży granicznej. Zgładzeni bez procesów i wyroków. Zdeptano ich godność jako żołnierzy, Polaków i ludzi. Doły śmierci na zawsze miały ukryć ciała pomordowanych i prawdę o zbrodni. Katyń stał się bolesną raną polskiej historii, a przez wydarzenia z 10 kwietnia najtragiczniejszą stacją polskiej golgoty", mówił burmistrz Zambrowa Kazimierz Dąbrowski.
Przypomniał, że prezydent Lech Kaczyński był honorowym patronem akcji "Katyń... ocalić od zapomnienia", w którą tak aktywnie włączyli się mieszkańcy Zambrowa.
W październiku 2009 roku dąb nr 1, upamiętniający śmierć gen. Lucjana Jasińskiego w imieniu prezydenta Kaczyńskiego posadził w Zambrowie minister Andrzej Klarkowski. Przewodniczący Komitetu Katyńskiego Stefan Melak w posadził dąb nr 19, upamiętniający śmierć mjr. Józefa Kossobudzkiego. Obaj zginęli w katastrofie 10 kwietnia ...
Witomiła Wołk Jezierska, córka zamordowanego w Katyniu kapitana Wincentego Wołka, nie kryła wzruszenia: "Kłamstwa miały wymazać fakt największej zbrodni popełnionej na jeńcach wojennych. Nas również starano się wykreślić z pamięci i odebrano nam wszelkie prawa do jakichkolwiek decyzji, związanych ze sprawą ofiar zbrodni, naszych ojców. Na słowa premiera "Powrócili," wypowiadane przy powrocie osób, które zginęły pod Smoleńskiem, nakładają się inne "nie powrócił". Te słowa można powtarzać 96 razy, przy każdym nazwisku, wypisanym na Tablicy".
Inicjatorem akcji "Katyń ... ocalić od zapomnienia" i sadzenia dębów był prezes Stowarzyszenia Parafiada o. Józef Jońca. Zginął 10 kwietnia w katastrofie ... Witomiła Wołk Jezierska zaproponowała, aby powstała tablica z nazwiskiem inicjatora i informacją o śmierci.
Miejskiej Młodzieżowej Orkiestry Dętej pod batutą Krzysztofa Witkowskiego i zagrała "Marsz żałobny". Solem na trąbce "Śpij kolego w ciemnym grobie" pożegnał wszystkie ofiary, 96 sprzed 70 lat i 96 z 10 kwietnia Cezary Witkowski.
 
04.03.2010r.
"Ogniste" dziewczyny

Od lewej: Angelika Kamińska, Klaudia Marczak i Kasia Mioduszewska, Milena Leszczyńska
"Wstąpiłam do drużyny strażackiej, bo są organizowane ciekawe zajęcia i wycieczki. Jest fajna atmosfera, chętnie przychodzimy na zbiórki. Tu nikt nikogo do niczego nie zmusza. Dużo uczymy się przez zabawę", mówi gimnazjalistka z Nowego Laskowca Angelika Kamińska (lat 14). Jej koleżanka ze wsi i szkoły Milena Leszczyńska (lat 15) należy do "strażaków" od dwóch lat. Nauczyła się udzielania pierwszej pomocy.
Klaudia Marczak (lat 12) ze Starego Laskowca startowała z dziewczętami w zawodach strażackich w Długoborzu. "Ćwiczyliśmy na czas rozwijanie węży i trafienie wodą do celu. Było dużo śmiechu", opowiada. Bo zawody to także zabawa, ale ... przecież te umiejętności mogą bardzo się przydać w czasie pożaru. Klaudia w ubiegłym roku widziała pożar u sąsiada. Była noc, paliła się stodoła. Nikomu nic się nie stało, ale tamten obraz nawet dziś rodzi przerażenie.
Kasia Mioduszewska (lat 12) była akurat u cioci w Zambrowie, gdy ktoś z bloku wezwał straż pożarną. "U sąsiada paliły się ... udka z kurczaka. Śmierdziało na całej klatce. Strażacy kazali wszystkim wyjść z mieszkań. Mogło być groźnie, ale skończyło się na spalonych udkach i garnku oraz wielkim smrodzie", opowiada Kasia.
Dziewczęta ze Starego i Nowego Laskowca (razem 13) należą do Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej Ochotniczej Straży Pożarnej w Starym Laskowcu. Oprócz drużyny dziewcząt, jest także Młodzieżowa Drużyna Chłopców (16). Wstąpili, bo jest ciekawie, a poza tym strażacy, to ich ojcowie, dziadkowie albo starsi bracia. Zajęcia organizuje i prowadzi naczelnik OSP w Starym Laskowcu Krzysztof Koliński. Od wczesnej wiosny do późnej jesieni na wiejskim boisku organizowane są rozgrywki sportowe. Jednostka w Starym Laskowcu od dwóch lat ma status organizacji pożytku publicznego. Za przekazany przez podatników procent podatku strażacy kupili ostatnio i podarowali Szkole Podstawowej w Starym Laskowcu 28 kompletów strojów sportowych (koszulek, spodenek) i 11 par butów oraz dofinansowali tygodniowy wyjazd młodych strażaków w ferie do Bukowiny Tatrzańskiej.
 
18.02.2010r.
Ogień i śpiew

Karol Krystosiak z Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej jest uczniem II kl. LO o profilu policyjnym w ZSA w Zambrowie
Strażacy OSP w Starym Laskowcu nie tylko gaszą pożary, pomagają przy wypadkach drogowych, wichurach, odśnieżaniu, ale także są ... nauczycielami i organizatorami imprez kulturalnych i sportowych.
Do OSP (55 druhów), należy drużyna kobieca (8 pań), młodzieżowa drużyna chłopców (16 chłopców), dziewcząt (21 dziewcząt) oraz zespół wokalny "Laskowianki".
Strażacy organizują dla młodzieży szkolenia i pokazy oraz wypoczynek. Na letni obóz w góry pojechało 14, na zimowy 24, nad Jezioro Rajgrodzkie 20, a na wycieczkę do Modlina i Niepokalanowa 46. Rozgrywki sportowe na boisku wiejskim są od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Drużyny z Starego Laskowca wygrywają w gminnych, powiatowych i wojewódzkich zawodach sportowo-pożarniczych. OSP Stary Laskowiec jest organizatorem Gminnego Turnieju Piłki Nożnej Drużyn Niezrzeszonych (odbyły się dwa), Gminnego Turnieju Piłki Nożnej Drużyn OSP. Strażackie spotkania uatrakcyjniają koncerty "Laskowianek".
W 2009 r. strażacy 10 razy gasili pożary, 10 razy wyjeżdżali do inncy zagrożeń.
Za pracę w ubiegłym roku odznaki "Wzorowego strażaka" otrzymały: Emilia Perkowska, Izabela Skarzyńska, Agnieszka Kotowska i Katarzyna Kolińska. Statuetkami nagrodzeni zostali Urszula Piotrkowska, Katarzyna Kolińska, Karol Krystosiak, Izabela Skarzyńska, Bogdan Pac, Kazimierz Podbielski i Mieczysław Mioduszewski.
OSP Stary Laskowiec od roku jest organizacją pożytku publicznego. Wpływy z 1 proc. podatku wyniosły 8 320 zł.
 
21.01.2010r.
Najstarsza: 108 lat!

Marianna Misiewicz rok temu z kwiatami od burmistrza
26 stycznia Marianna Misiewicz z Zambrowa skończy 108 lat! Jest najstarszą mieszkanką miasta i powiatu i jedną z najstarszych Polek. Mieszka z córką Celiną Myszyńską.
"Mama czuje się gorzej, niż w ubiegłym roku. Ale nie leży. Wstaje, chodzi po mieszkaniu przy chodziku. Ma momenty zapomnienia, ale i ożywienia, opowiada córka.
Pani Marianna nie stosuje specjalnej diety. Je to, na co ma ochotę. Kilka plastrów wędliny, pierogi, kołduny, naleśniki, gruszki w słodkiej zalewie octowej, przygotowane przez córkę, pieczone jabłko. Zażywa witaminy i tran. Jest zadbana i ma wspaniałą opiekę. Latem wychodzą do parku.
Marianna Misiewicz miała czworo dzieci: dwie córki i dwóch synów. Jedna córka i syn już nie żyją. Doczekała pięciorga wnucząt, sześciorga prawnucząt i dwoje praprawnucząt. O urodzinach najstarszej mieszkanki Zambrowa każdego roku pamięta i składa jej życzenia burmistrz Kazimierz Dąbrowski.
 
Bez przywilejów
Starosta zambrowski Stanisław Rykaczewski (41 lat) zdobył w Plebiscycie „Kontaktów” tytuł Samorządowca Roku 2007 Powiatu Zambrowskiego

Starosta Stanisław Rykaczewski
Absolwent Technikum Budowlanego w Łomży i Wydziału Budownictwa Politechniki Białostockiej. Budował w Zambrowie i Łomży (m.in. szpital). Gdy został starostą, buduje trochę inaczej. Cieszy go pierwsze w regionie boisko z nowoczesną nawierzchnią, budowa hali sportowej przy Zespole Szkół Ogólnokształcących w Zambrowie, na którą liceum czekało 60 lat, modernizacje ulic i dróg. Wyznaje zasadę, że dobry gospodarz nie wyzbywa się majątku. Przez rok nic nie sprzedał, choć właśnie stanął przed dylematem, co zrobić z budynkiem ośrodka zdrowia w Mroczkach. Od początku jest wykorzystywana tylko część. Starosta chciałby, aby szpital zambrowski osiągnął taki poziom, żeby mieszkańcy powiatu i miasta chcieli się w nim leczyć.
W szpitalu w Zambrowie urodziły się jego trzy córki: Beata (III klasa gimnazjum), Emilka (I klasa gimnazjum) i Kasia (IV szkoły podstawowej). Wszystkie, po swojej mamie (żona starosty jest nauczycielką), są uzdolnione muzycznie. Beta skończyła klasę fortepianu w Państwowej Szkle Muzycznej I stopnia w Zambrowie, a Emilka i Kasia jeszcze uczą się w tej szkole. W domu wszystkie „dziewczyny” (także żona) zasiadają do pianina. Żywą maskotką wszystkich jest królica, choć przy zakupie miał być... królik!
W domu Stanisław Rykaczewskiego, nawet dla męskiego rodzynka nie ma przywilejów. Jest podział obowiązków. Do niego należy sprzątanie łazienki. Od zawsze sam pierze i prasuje sobie koszule, do których krawaty dobiera żona. Co roku ubiera z córkami choinkę. Nie próbuje gotować. Uwielbia słodycze, jest absolutnym abstynentem (nawet nie zna smaku alkoholu), nie pali papierosów. Jeździ Skodą Fabią, interesuje się fotografią. Zdjęcia z rodzinnych uroczystości i wyjazdów cieszą wszystkich.
Ponadto w wydaniu papierowym: 2007 plus i minus prezesa BS w Szumowie, Ulica generała, Powiet w szpitalu, Urodzinowy prezent, Budżet na rozwój
 
Puste talerze

Elżbieta z najmłodszym synem
„Najpierw odszedł mąż. Załamałam się, pobłądziłam, szukałam pocieszenia w alkoholu. Dzieci jakoś sobie radziły. Ale nie było dobrze. I stało się jeszcze gorzej. Świat zawalił się 21 października 2005 roku. Dwóch młodszych synów policja zabrała ze szkoły. Po dwoje starszych przyszli do mieszkania. Akurat obierałam kartofle na obiad. Już nie miał go kto zjeść. Zostały puste talerze. Cała czwórka w domu dziecka. Puste i rozpaczliwie głuche mieszkanie. Poszłam po butelkę. Piłam i płakałam”, wspomina Elżbieta Żelaźnicka z Zambrowa.
Następnego dnia wiedziała gdzie tkwi wina i błąd. Pobiegła do dzieci. Powiedziała im, że chce się zmienić, postanowiła się leczyć. Wracała do pustego mieszkania i płakała. Poddała się zamkniętemu leczeniu (7 tygodni) i terapii. Po powrocie do Zambrowa, każdego dnia biegała do dzieci. Na święta przyszły wszystkie na przepustkę. Potem odwiedzały ją w wolne dni. I ona często je odwiedzała. Zmieniła się. Prosiła i pisała o oddanie dzieci.
Wrócił mąż. Elżbieta urodziła piąte dziecko. W wakacje odzyskała dwóch młodszych synów. Najstarsza córka kończy liceum. Po maturze planuje studiować resocjalizację i pedagogikę specjalną. „Z moimi doświadczeniami będę rozumiała wszystkie dzieci”, mówi córka Elżbiety.
(m)
Ponadto w wydaniu papierowym: Splendor bez Fuksa, Lalala... W girlandach, Akademia babuni, Kasa na kamery, Fachowcy z ZK
 
Nie ma wybaczenia?
Dzieci budziły go z pijackiego letargu i dawały kanapki, które do szkoły zapakowała im mama!

Wiesław Krukowski w piwnicy
„Straszliwie skrzywdziłem rodzinę i nie ma dla mnie wybaczenia. Pierwszy alkohol dawała mi mama. Miałem może 3 albo 4 lata. Łyżeczką, jak lekarstwo. Żebym był spokojny. A potem... więcej lat piłem niż nie”, mówi Wiesław Krukowski (52 lata) z Zambrowa.
Pochodzi z Chełmży. Tam poznał zambrowiankę, która przyjeżdżała do swojej cioci. Skończył szkołę budowlaną. Był malarzem. Najpierw pracował w cukrowni, potem malował w Toruniu szkołę wychowania przedszkolnego. Tam uczyła się dziewczyna, która przyjeżdżała do cioci w Chełmży. „Przeznaczenie, czy co”, pomyślał. Ożenił się i dla niej sprowadził do Zambrowa.
Pracował wszędzie. I pił. Tracił pracę, znalazł jakieś zajęcie i znów tracił. Tracił rodzinę, w której było coraz gorzej. Żona była z córką w ciąży, a dwaj synowie mali, kiedy się rozwiedli. Został wyeksmitowany z domu do pokoszarowego mieszkania socjalnego. Nie było już ograniczeń. Czasami budziły się krótkie wyrzuty sumienia, kiedy synowie i córka przed szkołą przybiegały do niego, budziły go z pijackiego letargu i dawały kanapki, które do szkoły zapakowała im mama! Nie chciał brać, ale one przekonywały, że „dostaną w szkole obiad, a tatuś jest głodny”. Wyrzuty szybko zapijał. I znów pił, kradł i pił. Koledzy mówili mu „panie złodzieju”. A „pan” stracił mieszkanie w „K 8”, spał na ulicy i pod mostem. Chodził zawszawiony, brudny, śmierdzący.
„Człowiekiem byłem, czy nie? Przez rok piłem dzień w dzień. Gorzej było ze mną, niż z dzisiejszymi lokatorami noclegowni. Moich kumpli od kieliszka poszło do piachu więcej, niż mam włosów na głowie. I mówię im, żeby nie pili... bo skończą na wałach. Ale to nic nie daje, tak jak nic nie dawały mi mitingi AA i kilkumiesięczne leczenie”.
Wiesław Krukowski nie pije pełne cztery lata. Żałuje straconego czasu. Mieszka w piwnicznej norze, wynajmowanej za 100 zł. Choć ciasno i ponuro, jest czysto.
„Były pająki i szczury. Sam obieliłem i urządziłem, bo wszystko potrafię zrobić”, mówi. Odczyścił i wniósł starą kanapę, wyrzuconą na śmietnik. Ma na czym spać. Naprawił radio, znalezione na śmietniku. Telewizor dostał od syna.
Marzy o najmniejszym pokoju socjalnym, w którym mógłby być zameldowany. W piwnicy dwa lata mieszka bez meldunku.
Dzieci Krukowskiego są dorosłe. Córka i jeden z synów mają swoje rodziny. Wiesław jest dziadkiem.
„Wybaczyły mi straszne grzechy, choć uważam, że nie ma dla mnie wybaczenia. Cieszę się, że się mnie nie wstydzą. Kiedy do nich zajdę, poczęstują herbatą, zupą. Żałuję, ale już nic nie mogę dla nich zrobić”, mówi.
Żyje z zasiłku socjalnego. Ostatnio przeszedł zawał. Po tygodniu wyszedł ze szpitala z receptą. Nie starczyło na wykupienie leków. Pocieszeniem w samotności jest Julka, suczka porzucona pod sklepem w Zambrowie. Przygarnął ją do swojej piwnicy. (m)
Ponadto w wydaniu papierowym: Bez strachu przed tabliczką, Kolorowy obraz, Pusto w bursie, Wigilia w wigilie, Pod okiem plastyka
Copyright © Kontakty / Webmaster _duszek