Magazyn Powiatowy Nasze imprezy Nasze konkursy Nasz patronat Obwieszczenia Praca Przetargi
 
Redakcja Prenumerata Biuro ogłoszeń Cennik ogłoszeń Napisz do nas Promocja Miss Lata 2010 Miss & Mister Partnerzy
 
5 wrze�nia 2010r, imieniny: Doroty, Justyna, Wawrzyńca
 
02.09.2010r.
Kamień niezgody

Tak wygląda zakręt w Sokołach po zajęciu przez sąsiada części drogi i oznaczeniu granicy kamieniem
We wsi Sokoły (gm. Szczuczyn) na ostrym zakręcie drogi gminnej jeden z mieszkańców położył wielki kamień, aby wyznaczyć granicę swojej posesji. Dodatkowo usypał wokół kamienia pryzmę piasku. W ten sposób uniemożliwia jadącym drogą poruszanie się jej częścią, którą uznaje za swoją własność. Kamień leży od roku, pryzma pojawiła się w ubiegłym tygodniu. Kierowcy nie znający sytuacji, mogą się rozbić!
Między sąsiadami trwają kłótnie. Roszcząca pretensje do części drogi rodzina Kalinowskich twierdzi, że ich własność nie budzi wątpliwości. Według najnowszych pomiarów geodezyjnych, to sąsiad Dobrzycki worał się w pas drogowy na metr i droga przesunęła się metr na teren Kalinowskich, aż pod ścianę stodoły. Dobrzycki nie zgadza się z pomiarami. Twierdzi, że od scalenia w 1923 roku granica jego ziemi z drogą nie zmieniła się. Właścicielka jednego z sąsiednich gospodarstw Marianna Rogalska uważa, że każdy kolejny geodeta, a pomiary wykonywało już pięciu, coraz więcej drogi przyznaje Kalinowskim. Efekt jest taki, że Rogalscy i inni sąsiedzi coraz trudniej "przeciskają się" na zwężonym zakręcie ciągnikami z maszynami rolniczymi. Z trudem "przeciska się" też cysterna z mleczarni, przyjeżdżająca po odbiór mleka.
"Ponieważ nie ma zgody na wytyczone przez geodetów granice drogi, Urząd Miejski skierował sprawę do sądu i to sąd ustali granice. Gdy decyzja się uprawomocni, gmina zleci projektantowi zaprojektowanie na tym odcinku drogi od nowa. Jeśli będzie trzeba, wykupimy grunt pod poszerzenie pasa drogowego", informuje Kazimierz Galiński z Urzędu Miejskiego w Szczuczynie.
Sprawa właśnie trafiła do sądu. Jeśli strony będa się odwoływać, może potrwać ponad rok. Rozsądek nakazuje, by do tego czasu Kalinowscy zabrali z zakrętu kamień i nie utrudniali życia sąsiadom, pozwalając im jeździć po staremu. Rodzina Kalinowskich jednak o takim geście słyszeć nie chce. Narasta konflikt, w który wciąganych jest coraz więcej mieszkańców wsi. Kłótnia nic nie da, a może skończyć się nieszczęściem. Nie lepiej cierpliwie poczekać na uprawomocnienie się sądowej decyzji? W imię dobrego sąsiedztwa ludzie jeździli po "zakręcie Kalinowskich" ponad 80 lat, mogliby pojeździć jeszcze rok. Tym bardziej, że dla Kalinowskich przyłączenie do swojej posesji tych kilku metrów kwadratowych drogi nie jest spowodowane żadną praktyczną koniecznością.
(MK)
 
19.08.2010r.
Na ławeczce

Janina Wojsław (z lewej) z sąsiadką na ławeczce przed domem na ul. Sienkiewicza
Helena Siedlecka (lat 91) z Wąsosza przed II wojną światową już była dorosłą panną, bawiła się na strażackich zabawach na rynku. W wojnę wyszła za mąż za chłopaka z sąsiedztwa. Razem przeżyli życie na ul. Sienkiewicza. Nie doczekali dzieci. Od 20 lat jest wdową. Mieszka sama. Po sąsiedzku mieszka Janina Wojsław (lat 78). Urodziła się w Wąsoszu, ale po wojnie wyjechała do Zambrowa. 40 lat tyrała jako prządka w Zamteksie. Nie doczekała dzieci. Gdy była już na emeryturze, 10 lat temu siostra z Wąsosza uprosiła ją, żeby z nią zamieszkała. Ledwie wróciła na stare śmieci, siostra umarła. Mieszka sama w jej domku. W pogodne dni wychodzi przed dom, siada na ławeczce i przygląda się, jak toczy się życie na ul. Sienkiewicza. Dosiada się do niej sąsiadka Siedlecka. Siedzą razem i pogadują, jak to dawniej na ul. Sienkiewicza bywało. "Jak pamięcią sięgnę, ta ulica zawsze tak się nazywa", mówi Janina.
Wąsosz się zmienił. Gdy były dziećmi, na ulicy Sienkiewicza było gwarno i wesoło od rana do zmierzchu. Dziś tylko przed ósmą rano przejedzie kilkanaście samochodów, którymi ludzie jadą do pracy do Szczuczyna, Grajewa i dalej. Cały dzień jest pusto i głucho. O 16.00 po południu samochody wracają i znów zapada cisza. W niedzielę ludzie zjeżdżają do kościoła z całej parafii, ale coraz mniej licznie. Nawet na odpustach nie ma tłoku.
(MK)
 
05.08.2010r.
Na ratunek!

Dworek w Modzelach
Zabytkowy dworek Dziekońskich, dziedziców majątku Modzele (gm. Wąsosz) nie rozpadnie się, jak prorokowali mieszkańcy wsi! Agencja Nieruchomości Rolnych, filia w Suwałkach ponad miesiąc temu podpisała z białostocką firmą umowę na jego remont za 115 000 zł. "Najpierw wystawili na przetarg ruinę z działką 55 arów za 100 000 zł, ale nie znalazł się kupiec. Dlatego teraz remontują, potem jeszcze raz będa próbowali sprzedać za większe pieniądze", tłumaczy jeden z mieszkańców Modzel. Remont jeszcze się na dobre nie zaczął, pracownicy firmy remontowej pomjastrowali trochę przy kominach i zniknęli.
Przed wojną majątek Modzele kwitł. Obok dworu stały wielkie obory i stodoły. Po wojnie połączono go z dawnym majątkiem Mościckich z Ławska. Powstał Ośrodek Hodowli Zarodowej Ławsk, ponad 600 ha (w tym 60 ha stawów rybnych). W dworku w Modzelach zamieszkali z rodzinami pracownicy. Nieremontowany latami budynek popadał w ruinę. Po likwidacji państwowych gospodarstw ziemię wzięli w dzierżawę rolnicy, a stawy Polski Związek Wędkarski. Kilkanaście lat temu w Wąsoszu spłonął komunalny budynek. Wielodzietną rodzinę pogorzelców, za zgodą Agencji, umieszczono w Modzelach. Nowi lokatorzy wszystko, co było drewniane w środku (podłogi, sufity), wyrwali i użyli jako opał. Dworek groził zawaleniem. Trzy lata temu Agencja przeniosła ich pod Prostki.
(MK)
 
02.06.2010r.
Birbant książę Jacenty

Lucyna Marko (w środku) i koleżanki ze "średniowiecznymi" księgami
Bibliotekarka Lucyna Marko i jej koleżanki w dużej misce parzą kawę i herbatę, a następnie wkładają do uzyskanego roztworu pognieciony papier. Moczą go cały dzień, potem wyjmują, suszą i prasują. "To nasz patent na produkcję średniowiecznego pergaminu, na którym piszemy księgi!", śmieje się.
Gdy zbliża się majowy festyn "Jarmark Średniowiczny", uczniowie z rodzicami, nauczyciele i wszyscy związani z Publicznym Gimnazjum nr 2 w Grajewie prześcigają się w pomysłach, jak zaprezentować się najbardziej "średniowiecznie". Dziewczęta z II d nauczyły się dworskich pląsów. Klasa III d przygotowała ceremonię zaślubin z biesiadą weselną. Pierwszoklasista Damian Turowski przedzierzgnał się w żebraka...
W niedzielę (30 maja) sprzed grajewskiego magistratu ruszył orszak księcia, a za nim tłum gawiedzi. Powiało prawdziwym średniowieczem! Barwny korowód rozgościł się na dziedzińcu PG nr 2, gdzie już czekały stragany pełne jadła, napitku i dziwów wszelakich. Miłościwie panujący książę Jacenty zasiadł na tronie, przyjął hołd wasali, a następnie rozpoczął sądy. Doprowadzanych przez straże opryszków skazywał na chłostę lub zakucie w dyby. Wreszcie, zmęczony, zarządził tańce, turnieje i inne dworskie rozrywki... Bo też książę, niezły birbant i jego dwór najbardziej to lubią. Muzyka i śpiewy zwabiły tłumy grajewian. Na "jarmark" dosłownie trudno się było wepchnąć!
"Sześć lat temu zacząłem prowadzić w PG 2 w Grajewie żywe lekcje historii. Gdy pani dyrektor dowiedziała się, że w Pelplinie na Pomorzu Gdańskim organizuję jarmark cysterski, namówiła mnie, bym pomógł zorganizować podobny w Grajewie. Napisałem scenariusz, a wykonawstwo oddałem w ręce żaków. Tak się zapalili, że trwa to już trzeci rok!", śmieje się "książę", czyli Jacenty Ordowski z Gniewu, absolwent historii na Uniwersytecie Gdańskim, miłośnik średniowiecza, znany w kraju i za granicą twórca grup rekonstrukcji i inscenizacji historycznych.
(MK)
 
13.05.2010r.
Wolna noc

65 lat temu Bruzda i Ryba z piwnic tego budynku przy ul. Kopernika (ówczesna siedziba PUBP) uwolnili około 100 więźniów
Zgrupowanie Bruzdy
Gdy w Berlinie rozlegały się strzały na wiwat na gruzach III Rzeszy, w Grajewie w nocy z 8 na 9 maja 1945 roku kilka godzin rządzili partyzanci Armii Krajowej Obywatelskiej i NSZ, dowodzeni przez majora Jana Tabortowskiego ps. Bruzda oraz ppor. Stanisława Marchewkę ps. Ryba.
Jak ustalił badacz lokalnej historii Tomasz Dudziński, wiosną 1945 roku piwnice gmachu bezpieki i milicji były wypełnione żołnierzami podziemia. W kierownictwie powiatowego NSZ zrodził się pomysł ich odbicia. Przyłączyła się AKO. Bruzda ogłosił zgrupowanie oddziałów w obwodach Grajewo i Łomża. Zebrało się około 200 partyzantów. Siły bezpieki, milicji i komendantury NKWD były podobne liczebnie, lecz o wiele lepiej uzbrojone.

Nocny atak
Partyzanci przyszli nocą i odcięli połączenie telefoniczne miasta ze światem. Bruzda i Ryba dowodzili atakiem na budynek bezpieki, inni poszli na siedzibę milicji i komendanturę sowiecką. Zaskoczenie było całkowite. Ubecy, milicjanci i funkcjonariusze straży kolejowej poddali się, a żołnierze sowieccy (około 60) zostali zablokowani w budynku komendantury. Po obu stronach było tylko po jednym zabitym. Partyzanci uwolnili około 100 więźniów, zniszczyli wszystkie dokumenty UB, MO i Urzędu Skarbowego, zabrali pieniądze z kasy skarbówki oraz zdobytą broń i nad ranem opuścili miasto.

Krawawy odwet
Odpowiedź władzy była miażdżąca. Zaczęły się obławy. Wielu uwolnionych znów trafiło do więzienia. Pod zarzutem sprzyjania partyzantom, spadły także represje na chłopów z okolicznych wsi. Setki więźniów miesiącami siedziały w nieludzkich warunkach w piwnicy budynku bezpieki. Byli bici, torturowani, nierzadko oskarżani o bandytyzm na podstawie sfabrykowanych dowodów, a sądy na pokazowych procesach skazywały ich na wieloletnie więzienie lub śmierć.

Niezgoda po 65 latach
Dramaty ludzkie sprzed 65 lat do dziś poruszają serca i wzbudzają emocje. Na rocznicowym spotkaniu w Grajewskiej Izbie Historycznej (8 maja) nie było zgody co do oceny tamtych wydarzeń. Wywiązała się polemika na temat działalności Bruzdy i Ryby po II wojnie światowej. Bronili ich historycy IPN.
(MK)
 
29.04.2010r.
Przyćmiony blask

Kamienica Nawrockich, widok od strony dawego ogrodu
"Przed I wojną światową w Rajgrodzie Nawroccy kupili plac w środku miasta i wystawili piękną kamienicę dla swojego ukochanego syna. Syn Nawrockich ożenił się z najposażniejszą panną w mieście. Miał z nią dwie córki i syna. Jedna z Nawroczczanek była moją rówieśnicą. Na II wojnę światową miały już 15 - 16 lat", opowiada Marian Żukowski (lat 85).
Pamięta, jak w lipcu 1941 roku do Rajgrodu wkroczyło SS. Rozpoczął się pogrom Żydów. Polscy bandyci z niemieckimi naprędce grzebali trupy zamordowanych w rosyjskich okopach w okolicznych lasach, a potem rabowali majątek Żydów. Pewnego ranka szesnastoletni Marian znalazł nad jeziorem deskę z wbitymi trzema zakrwawionymi nożami, w których rozpoznał noże swoich sąsiadów... Nawrocki wcześniej się ukrył, twierdzi Żukowski. Po wojnie do Rajgrodu nie wrócił. Nie wiadomo, co się z nim stało. Jego żona z dziećmi przeżyli wojnę w kamienicy. Po wojnie władze miejskie wzięły dom "pod kwaterunek". Lokatorzy zalegali z groszowym czynszem, ale Nawrocka miała obowiązek dbać o remonty. Córki dorosły, skończyły szkoły i zamieszkały w Warszawie. Nawrocka została z synem. Żyli w biedzie. "Za parę groszy zrzekli się kamienicy na rzecz miasta. Urząd Miejski powoli wykwaterował lokatorów, zrobił remont i urządził w kamienicy dom kultury. Chodziło się tam do kina", mówi Marian Żukowski. Na starość córki zabrały Nawrocką do Warszawy, gdzie zmarła. Jej syn jakiś czas był sam, potem pojechał za matką do Warszawy. Też już nie żyje.
Po roku 1990 córki Nawrockiej wystąpiły na drogę sądową o zwrot kamienicy. Po kilkuletnim procesie, sąd nakazał zwrot budynku z działką. Władze Rajgrodu musiały zlikwidować dom kultury. W 2003 roku na kamienicy pojawiły się ogłoszenia: "Na sprzedaż". I wiszą do dziś. Pusta kamienica popada w ruinę. Lokatorzy sąsiedniego bloku, którzy na działce Nawrockich mają chlewiki i komórki, obiecali mieszkającym w Warszawie właścicielkom, że będa pilnowć, aby wandale nie powyrywali okien i drzwi i nie wtargnęli do wnętrza. "Coraz trudniej upilnować. A nowego właściciela nie widać" , mówi jeden z lokatorów.
Ponad 100 lat temu laamienica Nawrockich przyćmiła swoim pięknem całe miasteczko. Dziś nikogo nie stać, by przywrócić jej tamten blask.
(MK)
 
22.04.2010r.
Samotnik i upiory

Edward Żebrowski wśród "skarbów" z wysypiska
"Nie jestem głupi, żyję spokojnie, zostawcie mnie, nie róbcie bałaganu!", powtarza Edward Żebrowski (lat 73) z Kacprowa (gm. Grajewo), mieszkający samotnie w ziemiance koło rozpadającej się chałupy, w otoczeniu niezliczonych rupieci, które latami znosi z pobliskiego wysypiska śmieci.
Trzy lata temu "bałagan", według niego, wszczął Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej gminy Grajewo, występując do prokuratury, a prokuratura do sądu z wnioskiem o ubezwłasnowolnienie w celu umieszczenia w domu pomocy. "Głupiego chcieli ze mnie zrobić, ale ja głupi nie jestem. Sąd to zrozumiał", mówi. Po decyzji sądu, oddalającej wniosek o ubezwłasnowolnienie, wrócił do swojego życia. Przeżył w ziemiance kolejne srogie zimy. Jest w świetnej formie, zawsze skory do dysputy z każdym, kto go odwiedza o życiu, historii, filozofii... Nie chce słyszeć o opuszczeniu tego miejsca. Pomoc społeczna pomaga mu, dowożąc żywność. Zostawiają prowiant przy drodze. W głąb posesji strach wejść, bo gospodarz otacza się gromadką ostrych psów. Czasem psiska wybiegają na drogę, obszczekują rowerzystów i Edward ma kłopoty...
"Muszę trzymać psy, to moi przyjaciele oraz obrońcy przed bandytami i upiorami", mówi. Żebrowscy przed wojną wynieśli się z Rudy na kolonię do Kacprowa, gdzie w 1937 roku przyszedł na świat Edward. Było to odludzie, w pobliżu mieszkali tylko Waszkiewicze, opowiada. Sąsiedzi wymarli w czasie II wojny światowej i tuż po wojnie. Ich ziemia jest już w kolejnych rękach. Dom rozpadał się wiele lat. Tylko pozornie stał pusty, w rzeczywistości zaludniały go.... upiory, twierdzi Edward. Zjawiały się nocą. Choć po domku nie ma już śladu, zjawiają się do dziś i nawiedzają Edwarda. Często w środku nocy budzi się przerażony. Czuje, jak ktoś go dotyka, chodzi po podwórzu... Wtedy szczuje psy. Słychać, jak ktoś ucieka i wraca spokój...
(MK)
 
04.03.2010r.
Kultura w świetlicach

Wyremontowana i nowocześnie wyposażona świetlica z boiskiem i placem zabaw dla dzieci w Wojewodzinie
Świetlica w Wojewodzinie od 1 stycznia jest siedzibą Gminnego Ośrodka Kultury gminy Grajewo. "Ośrodek będzie wspomagał i koordynował pracę 14 świetlic wiejskich, które mamy w gminie. Będziemy organizować i prowadzić w poszczególnych świetlicach kółka zainteresowań, koncerty, festyny. Pomysły muszą być ciekawe, dla dzieci i dorosłych. Na ich sfinansowanie zamierzamy uzyskiwać fundusze krajowe i unijne", zapowiada dyrektor GOK Monika Kostrzewska.
Utworzenie GOK jest uwieńczeniem wieloletniej polityki samorządu gminy Grajewo przywracania życia kulturalnego na wsi. Świetlice w niczym jednak nie przypominają tych z lat 60 czy 70. Są gruntownie wyremontowane i nowocześnie wyposażane za pieniądze unijne. Prawie we wszystkich są komputery z dostępem do Internetu. Obok nich znajdują się nowe boiska i place zabaw dla dzieci. Są stale otwarte dla wszystkich.
(MK)
 
18.02.2010r.
Księga stelmachowej

Mieczysław Szmyglewski jako Żyd w zespole kolędniczym "Król Herod" ze Szczuczyna
"Nasza sąsiadka, pani Nerkowska, żona stelmacha, lubowała się w dawnych zwyczajach. Gdy miałem 8 lat, w Adwencie z innymi chłapakami chodziliśmy do niej, a ona nas uczyła ze starej księgi jasełek, herodów, kolęd, kantyczek i pastorałek. Ta księga była wydana w roku 1902 w Katowicach. Nosiła tytuł "Szopka dla małych dziatek". Jej mąż na tokarce obrobił piękne lalki i zbił z desek szopkę. Z szopką i gwiazdą wyruszaliśmy w święta po kolędzie i chodziliśmy aż do zapustów. Wsie czekały na swoją kolej, żeby nas zabrać do siebie. Po każdym nabożeństwie w wąsoskim kościele po kolei brali nas na sanie i zawozili do siebie. Nie wolno nam było ominąć ani jednego domu", wspomina Mieczysław Szmyglewski (lat 60) z Wąsosza.
 
21.01.2010r.
Basen za obligacje

UlicaTargowa, po prawej stronie teren, na którym zostanie wybudowany wyczekiwany przez grajewian basen
Obligacje za 6 mln zł wyemituje samorząd Grajewa na pokrycie deficytu w budżecie roku 2010. "Do końca stycznia w przetargu wyłoniony zostanie bank, który przeprowadzi emisję. To tańszy sposób na zdobycie pieniędzy na inwestycje, niż długoterminowy kredyt w banku", mówi wiceburmistrz Grajewa Waldemar Remfeld.
Grajewo zamierza w tym roku wydać na inwestycje dwa razy więcej, niż średnio w ostatnich latach, czyli 8 mln. Najważniejsza jest budowa z 18 gminami związku gmin biebrzańskich zakładu utylizacji odpadów w Koszarówce ( z unijnym dofinansowaniem 25 mln zł; ma ruszyć w połowie roku). Najbardziej wyczekiwana przez mieszkańców jest kryta pływalnia, która stanie na ul. Targowej (naprzeciwko szpitala). Władze Grajewa zgłoszą ją do konkursu o fundusze unijne. Wśród największych zadań (około 5 mln zł, dofinansowanie z programu schetynówek) jest też przebudowa ulic w przemysłowej dzielnicy miasta.
W Polsce po obligacje sięgało już ponad 100 samorządów, w Podlaskiem dotąd tylko Augustów.
(MK)
 
Brudna, czyli czysta?
- Pobieramy wodę do badania jednocześnie z sanepidem, badanie wykonuje to samo laboratorium sanepidu w Łomży, a wyniki są różne. Jest to bardzo dziwne – mówi kierownik Komunalnego Zakładu Budżetowego w Radziłowie Józef Trzonkowski o sytuacji na ujęciu wody w Słuczu.
Pod koniec października grajewski sanepid stwierdził, że w próbce wody ze Słucza są groźne dla ludzi bakterie kałowe. Kazał zamknąć i zdezynfekować wodociąg. Kolejne badania wykazały, że bakterii nie ma, ale pojawiły się mikroorganizmy. Wodociąg został włączony warunkowo, woda jest bez przerwy chlorowana i należy ją spożywać tylko po przegotowaniu. Problem w tym, że bakterie i mikroorganizmy są tylko w próbkach wody, pobieranych przez sanepid, a woda dostarczana do badania przez pracowników KZB jest czysta.
Kierownik KZB Józef Trzonkowski wystąpił do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku o wyłączenie Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego w Grajewie z kontroli wodociągów w gminie Radziłów i przekazanie jego kompetencji Inspektoratom w Kolnie, Łomży lub Mońkach.
- Daję głowę, że woda w Słuczu jest czysta! – uważa Trzonkowski.
(MK)
Ponadto w wydaniu papierowym: Nie na pokaz, Gody w Szczuczynie, Wigilja samotnych, USC w sobote, Mniej drewna
 
Patrząc w oczy...

Tomasz (w niebieskiej kurtce) i Henryk Kiełczewscy na zgliszczach domu
Bez dachu nad głową, ubrań, podstawowych sprzętów została siedmioosobowa rodzina Kiełczewskich z Niećkowa (gm. Szczuczyn). Drewniany dom spłonął doszczętnie. Przed północą z drugiej zmiany w grajewskich „Płytach” wracał wujek Henryk. Już wchodził do domu, gdy spojrzał w kierunku Kiełczewskich i zobaczył płomienie. Zaczął walić do drzwi, ale mocno spali. Pobiegł do okna od ulicy i wreszcie obudził się Henryk Kiełczewski.
- Usłyszałem, jak wujek krzyczy: „Pali się! Uciekaj z dzieciakiem!”. Zerwałem się, chwyciłem Patryka z wózka (ma 7 miesięcy), wsadziłem go pod koszulę i wybiegłem na dwór. Na górze szalały płomienie – mówi Tomasz Kiełczewski.
W ostatniej chwili uciekli z płonącego domu żona oraz rodzice. Osiemdziesięcioletniego dziadka wyniósł wuj. Zbiegli się sąsiedzi, próbowali ratować sprzęty, ubrania, ale było za późno. Z niecierpliwością czekali na straż pożarną, lecz ta nie nadjeżdżała. Najbliżsi sąsiedzi chwycił za wiadra i gasili wodą ze swoich studni (we wsi nie ma wodociągu), ale było to porwanie się z przysłowiową motyką na słońce.
Kiełczewscy otrzymali tymczasowe mieszkanie w bloku nauczycielskim w Niećkowie. Brakuje im wszystkiego, bo uciekli z pożaru tylko w bieliźnie. Pomoc organizuje Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Szczuczynie (tel.086 – 273 – 50 – 80).
- Pierwszy wóz, OSP ze Szczuczyna (5 km), nadjechał dopiero w dobrą godzinę po wezwaniu! Wtedy już nie było czego ratować. Gdy przyjechali, zacięła im się pompa i dłuższą chwilę nie mogli użyć wody, którą przywieźli. Po nich nadjechała straż zawodowa z Grajewa (20 km) i OSP Białaszewo. To jest bardzo niepokojące – mówi Czesław Wójcicki, strażak i sołtys Niećkowa.
Niećkowo ma ładną remizę, w której zmieści się nawet nowoczesny wóz strażacki. 5 lat temu strażacy oddali do naprawy motopompę i słuch po niej zaginął. Nie mają żadnego sprzętu pożarniczego. Z zazdrością patrzyli na kolegów z OSP Białaszewo (gm. Grajewo), którzy zajechali wozem bojowym, mieli toporki, piły, łopaty i fachowo przystąpili do akcji ratowniczej.
(MK)
Ponadto w wydaniu papierowym: Z dziurą w głowie, Majka i dzieci, Dowody w sobotę, Budowlany run, Wyparował nagrobek
 
Prawdziwy!

Święty Mikołaj w mitrze i z pastorałem rozdaje prezenty dzieciom
Dzieci z parafii Niedźwiadna otrzymały mikołajkowe prezenty od Świętego Mikołaja z mitrą na głowie i pastorałem w ręku, a nie od jegomościa w czerwonej czapce z pomponem, kubraczku i spodniach, wsuniętych w długie buty. Jak twierdzi ks. proboszcz Jarosław Stefaniak, tylko ten pierwszy jest prawdziwy i naprawdę kocha dzieci, drugiemu zależy głównie na pieniądzach ich rodziców. Czciciele prawdziwego Świętego Mikołaja spotkali się w kościele w Niedźwiadnej.
- Atmosfera była iście niebiańska. Śpiewy dzieci mogły konkurować z anielskimi. Na długo przed przybyciem Świętego, cały kościół był rozgrzany ciepłem dziecięcych serc. Nie było spóźnialskich, pierwsi goście przyszli prawie godzinę przed spotkaniem. W parafii zaczynamy się do tego powoli przyzwyczajać. Mikołaj przybywa do nas od kilku lat. I jeszcze jedno. Bez dobroci dorosłych, Święty Mikołaj nie byłby taki święty! Pragnę im podziękować, Pan Bóg będzie wiedział dobrze, komu! Bóg wam zapłać! – mówi ks. Stefaniak.
(MK)
Ponadto w wydaniu papierowym: Niebezpiecznie, O Żydach, Złote jajko, Podatki w górę, Nowy radny, Ursus do nauki, Na wagarowiczów
Copyright © Kontakty / Webmaster _duszek