Magazyn Powiatowy Nasze imprezy Nasze konkursy Nasz patronat Obwieszczenia Praca Przetargi
 
Redakcja Prenumerata Biuro ogłoszeń Cennik ogłoszeń Napisz do nas Promocja Miss Lata 2010 Miss & Mister Partnerzy
 
5 wrze�nia 2010r, imieniny: Doroty, Justyna, Wawrzyńca
 
02.09.2010r.
Potrzebna sąsiedzka czujność!
"Czarownica"

"Czarownice" bezbłędnie wyszukują domy, w których mieszkają starzy i samotni
"Weszła do domu, zanim zdążyłam się zorientować. Zapytała, czy mam starą maszynę do szycia na sprzedaż. Powiedziałam, że nie mam, ale ona nie chciała wyjść. Ogłupiać mnie zaczęła", opowiada Sabina R. (lat 77), mieszkanka podłomżyńskiej wsi.
Nieznajoma według opisu Sabiny wyglądała na Cygankę, miała około czterdziestki i utlenione na blond włosy. "Napierać na mnie zaczęła i krzyczeć, że jeśli jej się sprzeciwię, w mojej rodzinie nieszczęście wszystkich spotka, z życiem nikt nie ujdzie. Widzenie mnie naszło, że zaraz dźgnie mnie nożem! Gdy dałam krok do drzwi, żeby uciec z domu i wezwać pomoc, ona ręce rozpostarła i do drzwi mnie nie dopuszczała. Tak się zlękłam, że zaczęłam robić, co kazała!", płacze Sabina.
Nieznajoma kazała przynieść kuchenną ściereczkę i wszystkie pieniądze. Sabina posłusznie wypełniła polecenie. W portfelu był 10 000 zł! "Ona to owijała portfel w ścierkę, to go rozwijała, oddawała mi na chwilę i znów zawijała. W końcu kazała go schować i nie zaglądać, bo nieszczęście sprowadzę na rodzinę. Po czym wyszła. Ja zaraz zajrzałam do portfela. Było tak, jak myślałam, ukradła wszystkie moje pieniądze!", płacze. Nie może dojść do siebie, choć minęło kilka dni. Boli ją strata pieniędzy. To były wszystkie jej oszczędności! Najbliżsi mają do niej pretensję, że dała się otumanić sprytnej złodziejce. Ze wstydu na wsi boi się pokazać. Nikt jej nie wierzy, że tamta chyba czarów użyła. Otumaniła ją i pozbawiła woli, strasząc nieszczęściami, które miała w zemście sprowadzić na najbliższych ...
Mieszkańcy wsi widzieli obcy samochód, jeżdżący powoli tam i z powrotem wiejską ulic. W pewnym momencie skręcił w boczną drogę, przy której mieszka Sabina. Widzieli, jak parkował około 100 m od jej domku. Za kierownicą siedział mężczyzna. Czekał na powrót towarzyszki ze złodziejskiego wypadu...
Podobna do opisanej kobieta pojawiła się kilka dni później w sąsiedniej wsi. Towarzyszyła jej inna kobieta. Złodziejski gang grasuje po wsiach w rejonie Łomży. Wyszukują domy, zamieszkałe przez starych i samotnych, otumaniają ludzi kuglarskimi sztuczkami i okradają. Radą na to jest większa czujność wszystkich mieszkańców wsi. Gdy widzą obcy samochód z podejrzanymi pasażerami, nie powinni spuszczać go z oka!
(ANN)
 
02.09.2010r.
Radni łapią pchły?
"Pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł", tymi słowami radny Maciej Głaz skwitował na ostatnim posiedzeniu Rady Miejskiej (środa, 25 sierpnia) wniosek prezydenta Łomży Jerzego Brzezińskiego o zgodę na wystawienie na przetarg wieży ciśnień z przyległym terenem (około 23 ary) przy ul. Kierzkowej. Dyskusja nad wnioskiem zakończyła się jego odrzuceniem (5 radnych głosowało "za", 5 "przeciw", kolejnych 5 wstrzymało się od głosu, a co najmniej 4 nie więło udziału w głosowaniu).
Wcześniej radni polecili prezydentowi rozwiązać umowę użytkowania wieczystego samej wieży z jednym z przedsiębiorców, który chciał do realizacji swojego projektu (przerobienie na elegancką platformę widokową z restauracją i hotelem) dokupić sąsiednie działki miejskie pod parking i salę konferencyjną. Stwierdzili, że lepiej będzie, jak prezydent odbierze mu wieżę, a następnie ... wystawi ją na przetarg jeszcze raz z działkami, o które się ubiegał! Dodajmy, że przedsiębiorca zaangażował już pieniądze i swój czas w zagospodarowanie wieży i właśnie to radni ... wzięli mu za złe! Przygotowany przez prezydenta na środową sesję projekt przetargu uzyskał jednogłośnie akceptację Komisja Gospodarki Komunalnej, lecz na sesji upadł, bo, zdaniem nietórych radnych, za bardzo był sporządzony pod owego przedsiębiorcę.
"Rada Miasta miewa takie nastawienia. Szkoda, bo mogłoby tu powstać coś naprawdę pięknego. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że wszystkie koncepcje zagospodarowania wieży, a znam już 3, wymagają miejsca pod parkingi. Może następna Rada da zgodę na takie zagospodarowanie tego miejsca", powiedział "Kontaktom" prezydent Jerzy Brzeziński. Wieża od lat stoi bezużyteczna i zaczyna się sypać. Niedługo zaczną z kasy miejskiej iść pieniądze na jej zabezpiecznie.
(MK)
 
19.08.2010r.
Tragedia z lekkomyślności

Tragedia rozegrała się za tą tablicą
W Narwi obok strzeżonego kąpieliska miejskiego w niedzielę (15 sierpnia) utopił się mieszkaniec Zambrowa (lat 44). Do tragedii doszło tuż za czerwoną tablicą z napisem: "Miejsce niebezpieczne. Kąpiel grozi utonięciem". Mężczyzna przyjechał nad wodę z dorosła córką, jej chłopakiem oraz około dziesięcioletnim synem. Para plażowała, a ojciec wszedł prawdopodobnie do wody z synkiem. Gdy zniknął pod wodą, chłopiec dłuższą chwilę szukał siostry, by jej o tym powiedzieć. Od zniknięcia w nurtach Narwi do wszczęcia alarmu upłynęło około pół godziny, oceniają ratownicy, którzy natychmiast po uzyskaniu informacji pospieszyli na ratunek. Dołączyli płetwonurkowie Państwowej Straży Pożarniej, którzy po ponadgodzinnej penetracji dna rzeki znaleźli topielca.
"Średnio co trzeci plażowicz w rejonie kąpieliska wchodzi do wody poza wyznaczoną strefą. Nie pomagają tablice z zakazami i apele do rozsądku", mówi prezes WOPR w Łomży Leszek Muczyński.
Strzeżone kąpielisko w Łomży działa już 16 sezon. Jest bardzo popularne, gdyż ... jedyne w byłym Łomżyńskiem. Przyjeżdżają tu odpoczywać mieszkańcy nie tylko Łomży i okolic, ale nawet Kolna, Zambrowa, Grajewa. Dzięki czujności ratowników, dotychczas w sezonie nikt nie utopił się także w jego sąsiedztwie. Do ostatniej niedzieli...
(MK)
 
19.08.2010r.
Ogród z duszą

Sylwia Jastrzębska przy ulubionych krasnalach
Para krasnali siedzi na ławeczce pod tują. Między wypielęgnowanymi iglakami przycupnęły krecik, lis, bociek oraz wiele innych zwierząt i ptaków. Nie wiadomo, co bardziej podziwiać, dobrą rękę ogrodnika do roślin, czy też poczucie humoru i pomysłowość w "zasiedlaniu" ogródka przez bajkowych lokatorów. Ściśle rzecz ujmując, ogrodników jest aż troje: Zofia Jastrzębska, jej mąż Ryszard oraz córka Sylwia. Ich ogródek można podziwiać wokół domu w Starym Ratowie (gm. Śniadowo). Zachwyciło się nim jury gminnego konkursu na najładniejszy przydomowy ogródek, ogłoszony przez Urząd Gminy Śniadowo i przyznało I nagrodę!
"Ogródek tworzymy od wielu lat dla naszej córki Sylwi. Mąż jeździ po Polsce jako zaopatrzeniowiec firmy Agro - Rolnik. W wakacje zabieramy się z Sylwią z nim i zwiedzamy Polskę. Z każdego wyjazdu przywozimy sadzoniki lub ogrodowe ozdoby", mówi Zofia Jastrzębska. Każda nowość sprawia wielką radość Sylwi, która jest dzieckiem troski specjalnej. Mama pilnuje, żeby nauczyła się nazwy każdego nabytku i potrafiła o nim opowiedzieć gościom. To niezywkły ogródek, bo przepełniony jest miłością rodzicielską oraz dziecinną radością Sylwi.
(MK)
 
05.08.2010r.
Góra piorunów

Alina Rainko: "Paliło się dosłownie kilkanaście metrów od naszego balkonu"
"Waliły pioruny i jeden uderzył w stodołę. Na dachu pokazały się płomienie. Od stodoły zapalił się chlew", opowiada o pożarze swoich zabudowań gospodarskich podczas sobotniej (31 lipca) burzy Jarosław Sulkowski z ul. Kierzkowej w Łomży.
"Był jeden huk i błysk. Coś zatrzeszczało za oknem. Powiedziałam do męża, żeby zobaczył, czy się nie palimy. Mąż wyjrzał i powiedział, że pali się u Sulkowskich", relacjonuje Jolanta Jesionek, której dom sąsiaduje z zabudowaniami Sulkowskich od strony ul. Szymańskiego. Ludzie wybiegli ze swoich domów na deszcz i pioruny, żeby zabrać samochody spod płonącego chlewu. W powietrzu fruwały kawałki eternitu z dachów płonących zabudowań. Najbliższy pożaru dom Rainków stał się niebezpiecznie gorący. Na szczęście, do akcji wkroczyli strażacy, którzy błyskawicznie opanowali sytuację. Jednostka zawodowa z Łomży oraz ochotnicy z Piątnicy, Konarzyc i Kupisk zdusili ogień. Uratowali wszystkie świnie i warchlaki z płonącej chlewni.
W poniedziałek (2 sierpnia) od strony ul. Szymańskiego sterczały krokwie więźby dachowej spalonych budynków. Na ulicy oraz w ogródkach Rainków i Jasionków pełno było strzępów niebezpiecznego eternitu. Nie wiadomo było, kto ma je uprzątnąć. W końcu do sprzątania wzięli się pogorzelcy. "To trzeci pożar od pioruna tych budynków. Wcześniej paliły się w latach 60 i 80. Znajdujemy się na jednym z najwyższych wzniesień w Łomży. W naszą górę zawsze w czasie burzy biją pioruny", mówi mąż Jolanty Jasionek.
Na górze jest pełno źródeł zdrojowych. To też, w opinii mieszkańców, "ściąga" pioruny. Większość nowych domów, które tam zostały wybudowane, ma odgromniki. Budynki gospodarskie Sulkowskich, zamiast odgromników, miały na szczytach dachów metalowe "gąsiory"...
Sąsiedzi nie ukrywają, że nie podobała im się hodowla świń w środku miejskiego osiedla. Nie tylko dlatego, że śmierdziało. "Budynki były w fatalnym stanie. Ściana chlewni wybrzuszyła się, groziła zawaleniem. Jak tu mieszkamy 15 lat, nigdy nie widziałam, żeby były remontowane. Pod tą ścianą bawiły się dzieci, bo na odsiedlu nie ma placu zabaw. Mam nadzieję, że nie zostaną już odbudowane", wyraża życzenie całego osiedla Jolanta Jasionek. Pogorzelcy nie chcieli rozmawiać o swoich planach na przyszłość.
(MK)
 
05.08.2010r.
"Zakapiory"

Jan Żochowski: "Wieś uważa, że droga powinna biec przez pola na Wyłudzin. Zrobili zakole, żeby Olszyny wyasfaltować"
"Wójt zamiast pomóc, za powiatem obstał. Starszemu człowiekowi ubliżył, od ch... go wyzwał i pojechał. Według mnie, taki człowiek nie powinien być wójtem", mówi Jan Żochowski z Taraskowa (gm. Piątnica).
Ostra wymiana zdań między wsią a wójtem Edwardem Ładą dotyczyła budowy drogi asfaltowej przez Taraskowo. Stanowi ona część projektu budowy 17 km dróg powiatowych na terenie gminy Piątnica, m.in. w pobliskich Olszynach. Problem polega na tym, że na całej długości jezdnia ma 5 m szerokości, a w Taraskowie tylko 3,5 m. Gdy firma budująca drogę pojawiła się w Taraskowie, mieszkańcy zaczęli protestować. Właściwym adresatem protestu są Zarząd Dróg Powiatowych i starosta łomżyński. Droga jest budowana przez Zarząd Dróg Powiatowych za około 11,5 mln zł. 60 proc. kosztów to dotacja unijna, 40 proc. (około 5 mln zł) pochodzi z budżetu gminy Piątnica. "To dzięki mnie, mojemu wydeptywaniu ścieżek w Białymstoku, mojemu uporowi, jest dotacja i budowa doszła do skutku. W Taraskowie w kilku miejscach pas drogowy jest za wąski na pięciometrową jezdnię. Zdecydowaliśmy się na 3,5 m, bo ruch we wsi jest niewielki i taka jezdnia w zupełności wystarczy. Droga była projektowana 4 lata temu, wtedy nie było specustawy. Znając życie, wiedziałem, że nikt nie zgodziłby się na oddanie dobrowolnie pod poszerzenie swojego gruntu, a projektanci musieli ukończyć projekt w odpowiednim czasie, żeby można było starać się o dotację", mówi wójt Edward Łada.
Gdy dowiedział się o proteście, pojechał do Taraskowa zaproponować utwardzenie poboczy. "Spotkałem się z ignorancją i chamstwem. Starszy człowiek chwycił mnie za ubranie, krzyczał: Ty chu...! i chciał mnie uderzyć w twarz. Mam swoje nerwy, nie wytrzymałem i też krzyknąłem >Ty chu....!", ale potem go przeprosiłem, on mnie zresztą też", tłumaczy wójt. Mówi, że do Taraskowa już nie pojedzie. "Taraskowo było w gminie Wizna, w naszej jest od 1994 roku. Wzięliśmy ich, bo bardzo prosili. W gminie Wizna byli zaniedbani. W naszej bardzo zyskali. Nasza gmina dużo w nich zainwestowała, w końcu postarała się o asfaltową drogę, którą sfinansują wszyscy mieszkańcy. Starostwo nie daje ani grosza. Te zakapiory nie wiedzą, co to wdzięczność, interesuje ich tylko to, żeby ich droga nie była węższa od tej w sąsiednich Olszynach. Gdyby w Olszynach była na 3,5 m, słowa by nie powiedzieli!", żali się wójt.
Według Jana Żochowskiego, nie tylko szerokość jezdni budzi zastrzeżenie mieszkańców Taraskowa, także przebieg drogi (uważają, że powinna przebiegać przez pola na Wyłudzin, omijając Olszyny!) oraz jej wykonanie. Zarzucają projektantowi błędy w projektowaniu odwodnienia, a wykonawcy fuszerowanie roboty. "Droga jest budowana tam, gdzie mieszkają ludzie. Ja wiem, że im najlepiej by pasowała bodaj w szczere pole, byle nie przez Olszyny. Z oceną kompetencji projektanta i wykonawcy radzę poczekać, aż zostanie zbudowana", kwituje Edward Łada. Dodajmy, że drogę buduje cieszące się dużą renomą Przedsiębiorstwo Budownictwa Komunikacyjnego z Łomży.
(MK)
 
02.06.2010r.
Ruszają łomżyńskie bulwary!

Budowa bulwarów rozpocznie się w rejonie ul. Żydowskiej, dziś zarośniętej chaszczami ścieżki
"Przed złożeniem wniosku o dofinansowanie budowy bulwarów zapowiadaliśmy, że nawet jeśli dofinansowania nie otrzymamy, zaczniemy bulwary budować. Jest dobra wiadomość z Urzędu Marszałkowskiego o przyznaniu na nasz projekt 9 mln zł (30 proc. kosztów). Uważam, że projekt, który nie ma znaczenia tylko lokalnego, lecz jako brama wodna na województwo, będzie służył promocji całego Podlaskiego, wart był wyższego dofinansowania, ale trudno. Liczymy, że Zarząd Województwa wesprze nas później także oszczędnościami 3,5 mln zł z przetargów i będzie 12,5 mln zł. Przetarg ogłosimy na całe zadanie, czyli 27 mln zł. Jak dobrze pójdzie, pierwszą łopatę na budowie bulwarów wbijemy na początku września. Wcześniej nie można, decyzja środowiskowa zabrania prowadzenia prac w okresie lęgowym ptaków, czyli od marca do sierpnia", powiedział "Kontaktom" wiceprezydent Łomży Marcin Sroczyński.
Prace ruszą w rejonie ul. Żydowskiej, gdzie powstanie port rzeczny z mariną, w którym cumować będą mogły dwa duże statki pasażerskie. W ramach projektu bulwarów, miasto chce sprzedać działkę przy ul. Żydowskiej inwestorowi, który zobowiąże się wybudować na niej porządny hotel z urządzeniami terapii wodnej (SPA). Łomżyńscy radni na ostatniej sesji udzielili zgody prezydentowi na wystawienie działki na przetarg.
(MK)
 
02.06.2010r.
Bociani trójkąt

Prosimy pracowników energetyki, by pomogli bocianej parze w Kownatach
Przyleciały wiosną w trójkę, samica i dwa samce. Samce dwa tygodnie biły się o samicę. W końcu pokonany odleciał. Zwycięzca i jego wybranka zabrały się do budowy gniazda. Budują od miesiąca na szczycie słupa energetycznego. "Ciężko pracują, są wycieńczone, ale niewiele zdziałały. Budulec spada ze słupa. Grozi im niebezpieczeństwo, mogą zostać porażone prądem", martwi się Ryszard Domaszewski z Kownat (gm. Piątnica), a wtórują mu sąsiedzi, którzy śledzą życie bocianej pary. "Można się im przyglądać bez przerwy, od rana do wieczora. Jak rano wychodzę z domu, pierwsze spojrzenie kieruję na gniazdo, czy wszystko w porządku. Tak bym chciała, żeby się tu osiedliły na stałe", dodaje Regina Kuczewska.
Mieszkańcy Kownat próbowali prosić energetyków z Łomży o umocowanie na szczycie słupa platformy pod gniazdo. "Powiedzieli, że mają tylko jedną, rezerwową platformę na wypadek ratowania gniazda, w którym są młode. A nasze bociany w każdej chwili może zabić prąd!", martwi się Ryszard Domaszewski.
 
13.05.2010r.
Diabły w biogazowni

Biogazownia miałaby powstać przy zbiorniku ścieków Pepeesu
Na początku roku przedstawiciele dwóch firm, zainteresowanych budową biogazowni na 1,7-hektarowej działce przy ul. Poligonowej, zaprezentowali radnym swoje projekty. Radni odnieśli się do nich nieufnie. Gdy prezydent wystąpił o zgodę na wystawienie działki na przetarg z przeznaczeniem na budowę biogazowni, w ogólne nie chcieli nad jego wnioskiem dyskutować. Przegłosowali za to zdjęcie sprawy z porządku obrad. Wydawałoby się, że w ten sposób biogazowna umarła śmiercią naturalną. Nie ma terenu, nie ma inwestycji, a prezydent bez zgody radnych nie sprzeda nawet metra kwadratowego miejskiej ziemi.
Ale strach przed biogazownią zaczął żyć swoim życiem. Do ratusza wpłynął protest mieszkańców sąsiadującego przez pole z działką na Poligonowej mieszkańców osiedla Kraska, którzy boją się, że działalność biogazowni będzie uciążliwa dla osiedla. Już i tak odczuwają nieprzyjemną woń ze zbiornika Pepeesu. Interesuje ich zwłaszcza, jak będzie transportowany i magazynowany surowiec oraz czy będzie śmierdziało. Z protestującymi spotkał się wiceprezydent Marcin Sroczyński. Według jego wyjaśnień, biogazownia, gdyby powstała, ograniczyłaby odory ze zbiornika, gdyż ścieki, zamiast do zbiornika, trafiałyby do nowoczesnych instalacji wytwarzania biogazu z biomasą z zieleni miejskiej. Surowiec pochodziłby tylko z Łomży, nie ma mowy o dowożeniu gnojowicy czy resztek z ubojni. Czy przekonał zaniepokojonych? Raczej nie. Zapowiada, że ratusz będzie dalej przekonywał i rozwiewał obawy: "Jak była elektryfikacja wsi i diabła do chałupy niektórzy nie chcieli wpuścić, wynikało to z niewiedzy. Będziemy wyjaśniać i przekonywać, żeby nowej technologii nikt się nie bał".
Diabła niewiedzy prawdopodobnie udałoby się wypędzić bez większych problemów, ale przed jesiennymi wyborami na prezydenta i do Rady Miejskiej "w temacie biogazowni" już zaczyna pokazywać różki ... diabełek wyborczy, który dostrzegł swoją szansę w strachu przed biogazownią! Jest niezwykle podekscytowany, więc niebawem zapewne da znać o sobie z imienia i nazwiska.
(ANN)
 
13.05.2010r.
Tadek nie wrócił...

Krewni Tadeusza Rogalewskiego przy dębie pamięci; pierwszy z prawej bratanek Witold Rogalewski, drugi z lewej cioteczny wnuk Janusz Napiórkowski
"Gdy miałem 8 lat, z Rosji zaczęły wracać rodziny deportowanych. Ojciec bardzo się ucieszył. , mówił. Czekał na brata do końca życia", opowiada urodzony w Wiźnie w 1944 roku Witold Rogalewski. "Od ojca, który urodził się w Wiźnie dowiedziałem się, że brat jego mamy z domu Rogalewskiej, który przed wojną był policjantem na kresach, zginął w Katyniu. Gdy byłem w Wiźnie najbardziej wstrząsnęło mną to, że rodzina oraz jego narzeczona z kresów, która miała na imię Gienia (po wojnie żyła we Wrocławiu), czekali na jego powrót tyle lat. Gienia odesłała zdjęcia Tadeusza do Wizny dopiero w latach 60. Zwróciłem się do fundacji, która prowadzi program "Katyń - ocalić od zapomnienia" o upamiętnienie mojego ciotecznego dziadka posadzeniem dębu pamięci. Pomogło mi w tym Gimnazjum w Wiźnie", mówi Janusz Napiórkowski z Lubina na Dolnym Śląsku.
W miniony czwartek (6 maja) w obecności uczniów, nauczycieli i władz gminy Wizna, rodzina Tadeusza Rogalewskiego uroczyście zasadziła na trawniku przed wejściem do szkoły dąb pamięci.
Tadeusz Rogalewski (rocznik 1914) przed wojną ukończył szkołę policyjną i był policjantem w Dolinie (powiat iwanofrankowski na kresach wschodnich). Po 17 września 1939 roku został wzięty do niewoli przez Sowietów i słuch po nim zaginął. Po wojnie poszukiwania przez PCK nie przyniosły rezultatu. Po roku 1990 jego nazwisko pojawiło się na liście ofiar zbrodni katyńskiej (został zabity w Twerze).
(MK)
 
Patrząc w oczy...

Starosta, biskup, prezydent – Przy Betlejemskim Światełku Pokoju (od lewej) starosta Krzysztof Kozicki, biskup łomżyński Stanisław Stefanek, prezydent Jerzy Brzeziński i harcerze
„Na święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok życzę harcerzom oraz wszystkim mieszkańcom Łomży rozpalenia ogniska domowego i roznoszenia światełka pokoju. Życzmy sobie tego wszyscy, patrząc sobie w oczy”, powiedział biskup łomżyński Stanisław Stefanek w piątek, 21 grudnia na Starym Rynku w czasie przekazywania miastu Betlejemskiego Światełka Pokoju przez harcerzy.
Prezydent Łomży Jerzy Brzeziński życzył „miłości i rodzinnego ciepła, a w nadchodzącym Nowym Roku zdrowia i pomyślności oraz pochylania się nad losem drugiego człowieka”.
Starosta ziemski Krzysztof Kozicki zacytował słowa harcerskiej pieśni: „Ramię pręż, słabość krusz// nie zawiedź w potrzebie// podaj swą pomocną dłoń tym// co liczą na ciebie” i dodał: „Oby te słowa się spełniły”.
Betlejemskie Światełko Pokoju harcerze przekazali przy wtórze kolęd. Na szczycie stojącej na Starym Rynku choinki zawiesili z pomocą strażaków, anioła z harcerską lilijką.
Pomysł roznoszenia po świecie Betlejemskiego Światełka Pokoju wyszedł od skautów z Austrii. Od 21 lat transportują płomień z Groty Narodzenia Pańskiego do Wiednia, a stamtąd odbierają go harcerze z kilkunastu państw. Polscy harcerze przyjmują ogień od 16 lat.
(MK)
Ponadto w wydaniu papierowym: Zamknąć, Historia na murze, Nowy dach na katedrze, Hojni, Gród na deskach, Radni dla OSP, 102 lata życia, Skrzydlata zima, Z kolędą, Bombowa wieś, Nowy rok śmierci
 
W kolejce po zimę

Zima w środku jesieni
Od niedzieli, 16 grudnia, Łomża ma sztuczne lodowisko na pl. Niepodległości.
Na tafli sztucznie wytworzonego lodu o powierzchni 800 mkw. może się ślizgać razem około 80 łyżwiarzy. W niedzielę, po uroczystym otwarciu, na lód ruszyły tłumy dzieci i dorosłych. Było za darmo! Od poniedziałku trzeba płacić 3 zł za 45 minut ślizgawki (małe dzieci 2 zł). Można wypożyczyć na miejscu łyżwy (również 3 zł). Od 8.00 rano do 22.00 na lodzie był komplet, a tłumy bez przerwy szturmowały wypożyczalnię łyżew i kasę. We wtorek niecierpliwi zjawili się już przed 8.00... i odeszli z kwitkiem! W nocy zepsuł się agregat i polana wodą tafla nie zamarzła!
Obsługa lodowiska obiecywała, że szybko upora się z awarią. Oby się udało, zanosi się, że będzie to jedyny kawałek zimy na Święta!
(MK)
Ponadto w wydaniu papierowym: Światełko w Łomży, Zaśpiew świąteczny, Chłop ze wsi, Naczelny rabin dziękuje, Obrady konwentu, Koncert dla Oli, Dar serca, Zapowietrzone jaja, Osądzi Ostrołęka, Karolina i Wieszcz, Teraz my!
 
Z przodu pic, z tyłu dzicz

Grzymała – Robert Grzymała: „Sami zbudujemy chodnik za ulgę w podatku”
Nie tylko dzieci nie mogą się doczekać zapowiadanego otwarcia pierwszego w dziejach Łomży sztucznego lodowiska na pl. Niepodległości. Od 20 grudnia będzie się można ślizgać przy muzyce i w świątecznym nastroju, obok ślizgawki stanie piękna choinka, obiecują władze miasta.
- Ratusz wstydu nie ma! – mówi Robert Grzymała, współwłaściciel jednej z dwóch zabytkowych kamienic, sąsiadujących z przyszłym lodowiskiem. – Odpicują plac od frontu, a z tyłu dalej będzie straszył zaniedbany, dziki kąt. Ludzie to zobaczą!
Obok kamienic wzdłuż placu biegnie zdewastowany chodnik, z którego sterczą tu i ówdzie resztki trelinki. Nie daje się po nim chodzić. Mieszkańcy upominają się od 2004 roku o jego naprawienie. Ściągnęli wtedy komisję radnych z wiceprezydentem od inwestycji, która obiecała, że będzie zbudowany w następnym, czyli 2005 roku. Do dziś nic się nie zmieniło.
- Wstyd nam za władze miasta przed gośćmi, którzy odwiedzają starówkę i zachodzą do sklepów i lokali w naszych kamienicach. Mieszkańcy mogą złożyć się na ten chodnik i sami go zbudujemy, jeśli otrzymamy zwolnienie z podatku od nieruchomości na 3 lata – proponuje Robert Grzymała.
(MK)
Ponadto w wydaniu papierowym: Zamknąć, Historia na murze, Nowy dach na katedrze, Hojni, Gród na deskach, Radni dla OSP, 102 lata życia, Skrzydlata zima, Z kolędą, Bombowa wieś, Nowy rok śmierci
Copyright © Kontakty / Webmaster _duszek